Prawdziwa historia dopingu w NRD

nrd.jpg

3 października 2010 roku to dwudziesta rocznica zjednoczenia Niemiec, a jednocześnie zakończenia największej zbrodni wszechczasów w sporcie. Zapraszamy na niezwykle emocjonujący artykuł o prawdziwej historii dopingu w NRD.

 

Podczas igrzysk w Montrealu jakiś dziennikarz zapytał trenera pływaczek NRD, dlaczego jego podopieczne mają takie niskie głosy. Odpowiedział: one nie mają śpiewać, tylko pływać

Rok 2000. Sąd okręgowy, Berlin Moabit. Przed budynkiem stoją wozy transmisyjne najważniejszych światowych telewizji. Za chwilę na sali usiądą twórcy planu 14.25. To system kontrolowanego przez państwo dopingu. Dzięki niemu NRD było sportową potęgą.

Pierwszy oskarżony to Manfred Ewald, prezydent Niemieckiego Związku Gimnastyki i Sportu. Drugim jest Manfred Höppner, kierownik grupy operacyjnej "UM". UM to Unterstützende Mittel - Środki wspomagające.



W NRD słowa "doping" nie używano.

Kiedy wchodzą na salę, Ute Krause chce być jak najbliżej oskarżonych ("żeby spojrzeć im w oczy"). Andreas Krieger przeciska się w tę samą stronę. - Na procesie spotkaliśmy się po raz pierwszy. To była miłość prawie od pierwszego wejrzenia - powie mi potem Ute.

Brigitte Michel siada z boku ("jak ich wprowadzali, nie czułam nic"), tak samo jak Birgit Heukrodt, Ines Geipel ("Codziennie zmieniałam sukienkę, żeby czuć się przede wszystkim kobietą, a nie ofiarą"). Są też inni. Razem 22 oskarżycieli posiłkowych.

Proces trwa trzy miesiące. Wyrok: 22 miesiące w zawieszeniu dla Manfreda Ewalda, 18 miesięcy w zawieszeniu dla Manfreda Höppnera. Kary finansowej sąd nie wyznaczy. Nie chce, by myślano, że oskarżeni mogą odkupić pieniędzmi swoją winę.

Ute Krause powie: - Karę wymierzono, ale co z tego, skoro my wciąż musimy żyć z ciałami, które już nigdy nie będą nasze. I z lękiem, że niebieskie tabletki, którymi nas faszerowano, są bombą z mocno opóźnionym zapłonem.

BIRGIT HEUKRODT

Za mało seksu, dziewczyny

Jest w piwnicy. Słyszę, jak przesuwa kartony. Otwiera. Znów przesuwa. Kiedy przychodzi na górę, trzyma w dłoni kilkanaście medali i małą flagę NRD.

- Reszty nie mogę znaleźć. Czy oddałabym medale? A czy ktoś może mi zagwarantować, że te, które pływały na torach obok, nie były na dopingu?

Birgit Heukrodt ma 43 lata. Mówi głośno, niskim, męskim głosem. Głośno się śmieje. Mieszka z mężem i synem na wsi pod Berlinem. Jest chirurgiem, orzecznikiem ubezpieczeniowym. W latach 1974-84 była pływaczką największego klubu w NRD - SC Dynamo Berlin.

- Musieliśmy podpisać dwa kwity - zrzeczenie się możliwości wyboru lekarza (chodziliśmy tylko do lekarzy wyznaczonych przez trenerów) i obietnicę milczenia o wszystkim, co dotyczy sportu wyczynowego.

Preselekcja zawodników zaczynała się w drugiej klasie podstawówki.

- Na wuefie pojawiali się obserwatorzy ze szkół sportowych - opowiada Birgit. - Wzięli mnie do szkoły sportowej przy klubie Dynamo Berlin, choć wcale dobrze nie pływałam. Miałam za to warunki. Po rodzicach. Matka wioślarka, 176 cm i ojciec, bokser, 192 cm.

Popatrzyli, zmierzyli. To potencjał, powiedzieli, który można łatwo uformować.

Pamiętam jedno zdanie, które wisiało w szkole na korytarzu: "Od walczących na spartakiadzie do zwycięstwa na olimpiadzie". Ciągle je powtarzałam. Trenowałam trzy, potem cztery razy w tygodniu, w weekendy zawody. Sześć, siedem godzin w wodzie, dzień w dzień. Pierwszy medal przywiozłam z zawodów przyjaźni z Polski. Złoty.

Co pół roku wysyłano nas do Lipska na diagnostykę osiągnięć. Odpadali najsłabsi.

Czasem zastanawiam się, jak właściwie dostawałam niebieskie tabletki. Może w herbacie? Często na brzegach kubka zostawał niebieski osad.

Oczywiście były rzeczy, które niepokoiły. Kiedy wyskakiwały pryszcze, szczególnie w szczycie sezonu, kiedy którejś z dziewczyn powiększała się łechtaczka i wszyscy mówili, że ma fiutka. Kiedy na basenie widziało się pływaczki z zarostem od łona do piersi. Albo kiedy przez trzy miesiące nie miałyśmy miesiączki i obniżał się nam głos. Trenerzy mówili, że to przez wilgotne powietrze na pływalni. Albo tak jak doktor Lothar Kipke, lekarz Związku Pływackiego NRD: za mało uprawiacie seksu, dziewczyny.
 

Podczas igrzysk w Montrealu jakiś dziennikarz zapytał mojego trenera, dlaczego pływaczki NRD mają takie niskie głosy. Opowiedział: one nie mają śpiewać, tylko pływać. Niektóre dziewczyny nie mogły udzielać wywiadów. Przed mikrofonami stawały te, u których zmiany barwy głosu były najmniejsze. Nawet jeśli to nie one wygrywały.

Bunt? Byłam wychowana w bezwzględnym posłuszeństwie. Przestałam nawet pytać.

Nikt nie mówił prawdy, wszyscy w tym uczestniczyli. Funkcjonariusze na szczycie, lekarze, trenerzy. I my, sportowcy. Bo chcieliśmy wygrywać.

Między sobą w szkole szeptaliśmy o łykaniu niebieskich fasolek, niebieskiego cudu, niebieskiej błyskawicy. Żaden z rodziców nie zadał ani jednego pytania. Moi do dzisiaj nie chcą o tym rozmawiać. Dlaczego się nie zastanawialiście, kiedy zanikały mi piersi? Dlaczego nie pytaliście trenerów, po co tyle tabletek? Wszystko przysłaniała duma z moich wyników.

No i jeszcze jedno: sportowcy z osiągnięciami nie musieli czekać latami na mieszkania ani na samochód.

Doktor strzykawka

W 1980 roku Birgit Heukrodt trafiła w ręce trenera Rolfa Gläsera. Wychowywał mistrzów.

- Ufałam mu bezgranicznie. Znał najintymniejsze szczegóły mojego życia, termin pierwszej miesiączki, kłopoty w domu. A potem w aktach Stasi przeczytałam, że dostawałam od niego Oral Turinabol. 18 serii w ciągu roku.

Po latach mnie przeprosił. Dla mnie największym zbrodniarzem jest doktor Kipke. Pamiętam jego metalową walizkę. Przyjeżdżał na obozy treningowe. Wyciągał z niej strzykawki z testosteronem. Wołał nas do siebie po kolei. Mówił, spokojnie, to dla twojego dobra. Przed ważniejszymi zawodami dostawałyśmy nawet dziesięć zastrzyków.

Dzieciństwo? Właściwie nie miałam. Ale z drugiej strony w NRD życie sportowca było przywilejem. Wszystko na miejscu. Opieka medyczna, hale sportowe, stołówki. Żałuję tylko, że nie byłam na olimpiadzie. Miałam szansę, ale wtedy bojkotowaliśmy igrzyska w Los Angeles.

Karierę skończyłam szybko. Z dwóch powodów: w mojej kolekcji brakowało tylko medalu olimpijskiego. Kiedy zbojkotowano igrzyska, załamałam się. Poza tym wykryto u mnie zaburzenia rytmu serca. Miałam 19 lat. Szybko nadrobiłam szkołę, zdałam maturę. Miałam dużo czasu, żeby zacząć nowe życie poza sportem.

W roku 1993 wykryto u niej niezłośliwego raka wątroby. - Wtedy już znałam negatywne działanie Oral Turinabolu. Czytałam o nim na studiach medycznych. Guz miał 10 cm. Dowiedziałam się, że nie można jednoznacznie stwierdzić, czy to efekt brania anabolików. Na razie guz się wchłonął. Ale co będzie za 10, 20 lat?

Różowe i niebieskie

Wzmożona synteza białek, gwałtowny przyrost masy, siły i wytrzymałości mięśni, zwiększona produkcja czerwonych krwinek. Tak działają sterydy anaboliczne, kluczowe w dopingu.

Niebieskie tabletki Oral Turinabolu, o których mówi każda z moich bohaterek, zawierały testosteron, naturalny anabolik. Jenapharm (swoje tabletki antykoncepcyjne reklamował hasłem: "Kobiety ufają naszym hormonom") nie produkuje ich od 1995 roku.

W 1997 roku amerykańscy naukowcy prowadzą eksperyment na myszach. Jego wyniki objaśnia doktor Hellmut Mahler, specjalista od toksykologii z Instytutu Nauk Kryminalnych i Technicznych z Düsseldorfu - zwierzęta podzielili na trzy grupy: pierwszej nie podawali testosteronu, druga otrzymywała dawkę pięciokrotnie wyższą niż naturalna, trzecia dwudziestokrotnie wyższą. Eksperyment trwał pół roku. Po roku zdechło 33 procent myszy z drugiej grupy i 52 procent z grupy trzeciej. Głównie w wyniku patologicznych zmian w wątrobie, sercu, płucach.

Roczne zużycie Oral Turinabolu w NRD wynosiło około 1 800 000 tabletek.

Tabletki bywały też różowe - stężenie 1 mg, ale najczęściej stosowano te niebieskie - 5 mg.

Zakup i dawkowanie nadzorował Manfred Höppner. Jego gabinet (pokój trzy na trzy metry) znajdował się w Berlinie na parterze czynszowej kamienicy przy Czarnikauer Str. 21. Okna były szczelnie zasłonięte. W pokoju stała szafa pancerna, w niej zapas Oral Turinabolu. Zamiast biurka Höppner kazał przytwierdzić do ściany mały blat. Stały na nim telefon i maszyna do pisania.

Na maszynie przygotowywał kolejne raporty dla Stasi.
 

Przez telefon lekarze związków i sekcji sportowych zamawiali anaboliki.

Zamówienie realizowano natychmiast przesyłką kurierską. Często lekarze przyjeżdżali sami. Potem niszczyli pudełka i zgodnie z dyrektywą podawali sportowcom lekarstwa tak, aby nigdy nie widzieli oryginalnych opakowań.

Do dziś zachowa się list, który sprinterka Marita Koch napisała do Jenapharmu. Skarżyła się w nim, że jej główna konkurentka otrzymuje po znajomości lepsze i silniejsze środki wspomagające, bo jej krewny pracuje w fabryce.

BRIGITTE MICHEL

Koniec z głupią krową

Jest tak, jak mówiła przez telefon: - Pozna mnie pani, będę największą kobietą w hali.

Uścisk jej dłoni jest mocny, prawie męski. Kiedy idzie, lekko kolibie się na boki.

Umówiłyśmy się w głównej hali dworca wschodniego w Berlinie.

- Po operacjach stawu biodrowego uczyłam się chodzić od nowa - opowiada Brigitte Michel. - Usiądźmy, dobrze? Nie mogę za długo stać. Moja mama była wychowawczynią w przedszkolu, ojciec stolarzem. Świetne pochodzenie. Aż do szóstej klasy chodziłam do normalnego gimnazjum. Byłam największą dziewczynką w szkole. Ważyłam 85 kg, nazywali mnie głupią krową. Kiedy trener brata zaproponował mi treningi, zgodziłam się natychmiast. W 1972 pierwszy raz wygrałam spartakiadę. Rzuciłam dyskiem prawie 50 metrów. Byłam w grupie z samymi facetami. Trafiłam do kadry narodowej B. System zrobił resztę.

Po raz pierwszy w pełni mnie akceptowano. Dziewczyny, z którymi rywalizowałam, były podobne do mnie. Moja matka pamięta z tamtego czasu dwa odgłosy: rzucenie tornistra po powrocie ze szkoły i rzucenie się na łóżko. Po treningu na nic więcej nie miałam siły. Mama dostawała od klubu 60 marek miesięczne na moje dożywianie. Potrafiłam zjeść kilka steków dziennie.

Kiedy miała 17 lat, trener powiedział jej: "Teraz dotrzemy na szczyt". Pomóc miały tabletki.

- Latem codziennie szłam do kliniki naprzeciwko centrum treningowego. Tabletki dostawałam owinięte w srebrną folię. Była też kroplówka z napisem: "glukoza". Pewnie i tam były anaboliki.

W 1976 roku rzucałam już 66 metrów (siódmy najlepszy wynik na świecie). Osiągałam wyniki, które w innych państwach kwalifikowałyby mnie do zawodów międzynarodowych. Ale nie w NRD.

W siłowni przerzucałam 70 ton dziennie. Kiedy miałam 18 lat, doszło do zerwania mięśnia. Ale wróciłam do treningów. Moja waga wahała się od 80 do 120 kg. W swojej szafie miałam pięć kompletów ubrań. Dwa na sezon letni, dwa na zimowy i jeden szpitalny.

Poczniesz w grudniu albo wcale

Brigitte Michel pokazuje mi dokumenty na swój temat. Także raporty dla Stasi. Jej trener, tajny współpracownik, pseudonim "Rolf", pisał 29 listopada 1979 roku: "Od trzech tygodni Brigitte Michel jest chora. Złe wyniki moczu. Lekarze podejrzewają uszkodzoną nerkę, w niekorzystnych okolicznościach zagrożenie życia".

- Ja o niczym nie wiedziałam. Od roku byłam mężatką. Mój mąż trenował długo w tej samej grupie co ja. Skończył karierę w 1976 roku, chcieliśmy mieć dzieci. Ale u ginekologa usłyszałam: ma pani narządy rodne czternastoletniej dziewczynki. Ale to szybko się zmieni. Niech pani urodzi teraz, za chwilę może być za późno. Już wtedy wiedziałam, że zmuszano niektóre sportsmenki do usunięcia ciąży. W szkołach szeptało się, że ich dzieci mogą być genetycznie zniekształcone. Napisałam oficjalne pismo do Manfreda Ewalda, prezydenta Niemieckiego Związku Gimnastyki i Sportu z prośbą o pozwolenie na urodzenie dziecka. Był rok 1980. Kiedy weszłam do jego gabinetu, popatrzył na mnie, wyciągnął kartki i zaczął coś wyliczać. Powiedział mi, że do zapłodnienia musi dojść w grudniu 1980 roku, w sierpniu poród. W 1982 zaczynały się mistrzostwa Europy w Grecji. Miałam być na nie gotowa.

Długo rozmawiałam z mężem. Zdecydowaliśmy, że oficjalnie zgadzamy się na wszystko, ale do sportu już nie wrócę. Urodziłam zdrowego chłopca. Dziś ma 26 lat.

Złożyłam wniosek "o zwolnienie ze sportu wyczynowego". To było 17 lipca 1981 roku. Do akt poszedł z adnotacją: "Brigitte Michel zakończyła karierę z powodów rodzinnych". W wewnętrznym protokole zgodę uzasadniono przyczynami zdrowotnymi.

Po swoim procesie do Brigitte Michel podszedł Manfred Ewald: - Jeśli dobrze zrozumiałem, to jednak dobrze, że pozwoliłem pani urodzić dziecko.
 

Kłamstwo pod kontrolą

Wszyscy sportowcy przed wyjazdem na zawody międzynarodowe poddawani byli kontroli na obecność anabolików. - Trzeba było ustalić, kiedy należy je odstawić, żeby nie było wpadki - tłumaczy Birgit Heukrodt. - Powstał cały program.

Uszy Ines Geipel nakłuwane były codziennie. Brigitte Michel co dwa tygodnie pobierano próbę wątrobową ("kontrolowali, jak szybko niedozwolone substancje znikają z mojego organizmu"). Pozostali każdego dnia oddawali krew albo dostarczali próbki z moczem.

Fiolki "z materiałem badawczym" oznaczano kodem (dyscyplina i miejsce treningu) i wysyłano do gabinetu Höppnera. Tylko w jego kartotekach kod opatrzony był nazwiskiem sportowca.

Dalej próbki w skrzynkach narzędziowych jechały do laboratorium Kreischa niedaleko Drezna. Dzisiaj to nowoczesne laboratorium zajmujące się walką z dopingiem. Wtedy jego zadaniem było ukrywanie dopingowego procederu. Badano tam do 20 000 próbek rocznie.

Protokoły z analizy sortowane były według wyniku.

Jeśli pozytywny, analizy z kodami lądowały w stalowych szafach. Dostęp do nich miał tylko szef laboratorium. Natychmiast dzwonił do Manfreda Höppnera. To on wydawał wyrok: sportowiec nie może opuścić kraju.

Wynik negatywny? Sportowiec wyjeżdża na zawody.

- Pamiętam przypadki, kiedy nagle na lotnisku Schönefeld w Berlinie okazywało się, że ktoś nie może lecieć. Mówiono nam, że nie dostał wizy - opowiada Brigitte Heukrodt.

Ale były też sposoby, żeby oszukać kontrolę antydopingową. W dokumentach Stasi znajduję informację o wprowadzaniu do pochwy zawodniczek prezerwatyw z obcą uryną. Przy kontroli antydopingowej przebijały prezerwatywy igłą.

INES GEIPEL

Nie chcę piersi

Z byłą lekkoatletką Ines Geipel spotykam się na zamku w Beeskow, małym miasteczko niedaleko Frankfurtu nad Odrą. Na co dzień mieszka w Berlinie, ale dostała roczne stypendium i jest teraz "pisarzem zamkowym". Publikuje felietony w miejscowej gazecie. Jest autorką kilku książek, m.in. o dopingu "Verlorene Spiele" ("Stracone gry"). W marcu 2008 ukaże się jej kontynuacja.

- W roku 1981 stanęłam przed kierownikami klubu sportowego SC Motor Jena. Miałam 17 lat i nie chciałam mieć piersi, bo przeszkadzają w bieganiu. Oral Turinabol odbierałam od trenera. Tabletki musiałam połknąć w jego obecności. Nie myślałam: to cię truje. Myślałam: jesteś dobra, skoro możesz uczestniczyć w specjalnym programie medycznym.

Oprócz tego codziennie piłam mieszankę kofeiny i witamin. Teraz wiem, że i tam były męskie hormony.

Dyplomaci w niebieskich dresach tak o nas mówili. Cieszyłam się z zaniku piersi. Przyrost mięśni był powodem do dumy. Chciałam być tak męska, jak to tylko możliwe. Bo to była droga do sukcesów w sporcie. Tylko że moja kariera szybko się skończyła. Kiedyś mówiłam, że moje bieganie jest biegiem ku wolności. Zachód to była dla mnie wolność ("Udało mi się to dopiero w połowie lat 80. Uciekłam do RFN").

Ale wtedy zwierzyła się najlepszemu przyjacielowi, że jak tylko trafi na olimpiadę w Los Angeles, zostanie za granicą.

- Przyjaciel doniósł Stasi, a w moich aktach pojawia się wpis: aktyw politycznie labilny. Wyrzucić ze sportu.

I zrobili to, sprytnie.

Pierwszą operację miałam w roku 1984 w Jenie. W moich aktach, które przeglądałam przed procesem, znalazłam wpis: "Teraz w końcu mamy możliwość zrobić z nią porządek".

Co to znaczyło, okazało się, jak się obudziłam po narkozie. Miałam ogromne cięcie na brzuchu, mimo że usunięto mi tylko ślepy wyrostek. Przez 15 lat żyłam dzień w dzień z bólem. Aż do drugiej operacji. Wtedy okazało się, że tam w Jenie celowo przemieszczono mi organy. Lekarz, który przeprowadzał drugą operację, po 10 godzinach powiedział, że nigdy jeszcze nie widział czegoś podobnego.

Ines Geipel w roku 2006 poprosiła o wymazanie rekordu świata, który pobiła w sztafecie 4x100 m na mistrzostwach NRD w Erfurcie. Odmówiono. Przewodniczący Niemieckiego Związku Lekkoatletycznego Clemens Prokop argumentował: W sporcie międzynarodowym dopiero od roku 1994 możliwe jest skreślenie rekordu za doping. W Niemczech od 1999. Ten rekord osiągnięto w 1984.

Pozostałe biegaczki ze sztafety mówią: - Nie zgadzamy się. Zawsze byłyśmy czyste.

Ines Geipel dodaje: - Kiedy zagroziłam podjęciem kroków prawnych, moje nazwisko przy rekordzie zastępowano gwiazdką. Ale ostatnio dowiedziałam się, że znów podaje się pełny skład sztafety.

UTE KRAUSE

Nigdy nie wejdę do wody

- Miałam pięć lat, kiedy nauczyłam się pływać, a osiem, kiedy zaczęłam tak naprawdę trenować - opowiada Ute Krause.

Na zebraniach trenerzy mówili rodzicom, że będziemy dostawać witaminy. Twierdzili, że dzięki nim łatwiej zniesiemy trening. I wyniki będą lepsze.

Byliśmy jak zaprogramowani. Po treningu do stolika, zgarnąć tabletki ze stołu, połknąć w obecności trenera. Żadnych pytań. Trenerzy byli absolutnymi autorytetami. Ale rzadko słyszeliśmy dobre słowa. Częściej mówili do nas: ty leniwa krowo, rusz dupę. Więc się staraliśmy, przecież nikt nie chciał występować przed grupą i wysłuchiwać tego wszystkiego.

W lutym 1978 roku zaczęłam się przyglądać, co łykam. Bo coś się we mnie zmieniało. Traciłam czucie.

Najpierw się szczypałam. Później nakłuwałam igłami. Byle poczuć, cokolwiek. Moje ciało nie należało już do mnie. Każdy mięsięń był tak naprężony, że nawet nie czułam, kiedy skacząc, zderzałam się z wodą. Jakbym stała obok siebie. Jakby ktoś mną sterował.

Przytyłam 20 kg. Dziewczyny na pływalni mówiły, że to od pigułek antykoncepcyjnych. Każda z nas musiała je łykać bez względu na to, czy miała chłopaka, czy nie. I że od nich ma się bulwiaste nosy. Matka mnie uspokoiła, ale przezornie oddałam tabletki swojej starszej siostrze. Któregoś dnia ciotka, która do nas przyjechała aż krzyknęła: dziecko, ale się zrobiłaś szeroka.

Płakałam. Myślałam: dużo jesz - jesteś gruba, mało jesz - jesteś szczupła. Więc przestałam jeść. Podczas kontroli osiągnięć w Lipsku poznałam dziewczynę, która przyjechała tam na odchudzanie. Pokazała mi, co robić. Po każdym posiłku wkładałam palec do ust, aby zwymiotować.

Potem na obozie w Lindow po prostu wyszłam z basenu i powiedziałam trenerowi, że już nigdy nie wejdę do wody. Przyjechał sekretarz partii, przewodniczący sekcji. Odesłali mnie do domu. Po trzech tygodniach znów kazali trenować. Powtarzałam, że chcę przestać. Nachodzili nas w domu. Mówili: jesteś utalentowana, pokładaliśmy w tobie wielkie nadzieje. Więc próbowałam wrócić. Któregoś poranka obudziłam się i tylko płakałam. Mama powiedziała: ja to załatwię. Nie wiem, co zrobiła. Pozwolono mi odejść. Ale to był dopiero początek problemów. Bo do tej pory byłam częścią systemu. Każda minuta miała swój sens. Teraz nie wiedziałam, kim jestem, co mi wolno, co mam robić. Myślałam, że istnieją leki na wszystko. Takie jak niebieska pigułka. Antydepresanty popijałam wódką. Aż obudziłam się z twarzą we własnych wymiocinach. Miałam córkę. To pomogło mi wziąć się w garść.

Kiedy zaczęłam pracować w domu starców, zobaczyłam na nocnym stoliku niebieskie tabletki. Ta sama wielkość, ten sam kolor. To był Oral Turinabol. Wtedy dowiedziałam się, że zawiera sterydy. Fizykoterapeuta wyjaśnił mi, że w przypadku niektórych chorób podają go na odbudowę masy mięśniowej.

Rozmowę przerywa nam dzwonek telefonu. Ute śmieje się do słuchawki. Dzwoni Andreas Krieger, jej mąż. - Poznaliśmy się podczas procesu autorów dopingowego systemu. Obydwoje byliśmy jego ofiarami. To nas zbliżyło. Tylko dzięki Andreasowi daję sobie teraz radę.

ANDREAS KRIEGER, dawniej HEIDI KRIEGER

Hormonalna dziewczyna

Z Andreasem rozmawiam na zapleczu jego sklepu z militariami. Kilka lat temu zainwestował w niego większość pieniędzy, które dostał jako odszkodowanie za ból spowodowany braniem dopingu. (Do października 2007 roku w wyniku ugody zawartej pomiędzy Niemieckim Komitetem Olimpijskim, Jenapharm i prawnikami reprezentującymi ofiary dopingu 157 byłym sportowcom wypłacono po 9250 euro). Na wieszakach mundury, koszulki wojskowe, nieśmiertelniki.

Andreas Krieger siedzi pod oknem. Duży, barczysty, robią mu się zakola.

Pytam o medale. Pokazuje palcem. Skrzynka jest czerwona, plastikowa. Stoi pod stołem.

W niej dziesiątki medali, wycinki z gazet, niebieska koszulka drużyny narodowej NRD. Nie ma medalu ze Stuttgartu, Heidi została tam mistrzynią Europy w pchnięciu kulą. Zwróciła go w 1999 roku.


- Nie chcę go. Byłem naszpikowany dopingiem. To nie było uczciwe zwycięstwo.

Ale replika medalu wtopiona jest w statuetkę Nagrody im. Heidi Krieger, którą każdego roku otrzymują osoby zasłużone w walce z dopingiem.

- Do klubu sportowego Dynamo oddelegowano mnie w 1979 roku, kiedy miałem 14 lat. Dwa lata później wciągnęli mnie do specjalnego programu medycznego. Pewnie, że się ucieszyłem.

Niech pani tu spojrzy - Krieger pokazuje mi tabelę pełną liczb. Czyta: - Rok 1981. Mam 16 lat. W ciągu roku łykam 925 mg Oral Turinabolu. To jakieś 185 tabletek. Mój najlepszy wynik to 16,82 m. Rok później jest lepiej o 2,19 m. Łykam 364 tabletki. W 1983 - 518. To o 1000 mg więcej, niż dostawał Ben Johnson w 1988 roku, kiedy wygrywał sto metrów w Seulu. Kulą rzucam już na 20,24 m.

Andreas Krieger wyciąga ze skrzynki zwykły kratkowany brulion. Na okładce napis: Trainingsbuch Heidi Krieger (Książka treningowa Heidi Krieger). Kartkuje. Czasem zatrzymuje się przy jakimś wpisie. Mamrocze pod nosem: nie do pomyślenia. Szuka konkretnej daty. Jest: 19 sierpnia 1989.

- Dzień później skończyłem 24 lata. Mój trening: rwanie - razem 55 ton, przysiad: ponad 60 ton. Za moimi plecami trenerzy mówili o mnie "Hormonalna Heidi", mnie przekonywali: Jesteś typem zwycięzcy. Dostawałem trzy, cztery, pięć tabletek dziennie. Potem znikały. Zostawały witaminy. Po kilku tygodniach od nowa. Nie wiedziałem, że to Oral Turinabol. Nie było opakowania ani żadnej nazwy. Mówili: dużo trenujesz. Dzięki temu nie będziesz chorował, szybciej się zregenerujesz.

W 1983 roku ważyłem już ponad sto kilogramów. Nie miałem piersi, za to zarost. Ale wtedy tłumaczyłem sobie, że to normalne. Zresztą wiele dziewczyn w naszym klubie wyglądało podobnie.

W 1986 roku w Stuttgarcie na mistrzostwach Europy rzucił kulą na odległość 21,10 m i wygrał. "Najpierw pot, potem zwycięstwo" - powiedział w wywiadzie. Kiedy dziennikarka zapytała, czy nosi chętniej spódnicę, czy spodnie, odpowiedział: 80 procent kobiet powie, że spódnicę. Ja do nich należę.

Na lotnisku Schönefeld czekali na nią Manfred Ewald i matka. Rozpłakała się.

Kamień z przodu

- Miałem trzech braci. Od 1974 roku matka wychowywała nas sama. Jako dzieci z wielodzietnej rodziny mogliśmy za darmo chodzić na basen. Ja, jako mała Heidi, nosiłem chłopięce spodenki kąpielowe. Z przodu wkładałem kamyk. Po latach zapytałem Wernera Franke, który od lat zajmuje się dopingiem, czy to przez anaboliki jestem teraz Andreasem. Z pewnością były katalizatorem - odpowiedział.

Ja sam, kiedy stawałem przed lustrem, nie tylko widziałem mężczyznę, czułem się nim. Kiedy pytałem na lotnisku o toaletę, wskazywali mi męską. Kiedy szedłem do fryzjera, odsyłali mnie do męskiego. Jak chciałem sobie kupić biustonosz, pytali mnie, czy to dla przyjaciółki.

Czy mówiłem w klubie, jak się czuję? A komu miałem powiedzieć? O każdej rozmowie z psychologiem natychmiast wiedział trener.

Wie pani, kiedy żyje się w takiej beznadziei, kiedy się nie wie, kim się jest, to człowiek sobie powtarza: chociaż spróbuję. Włożę spódnicę, umaluję się.

Ale wtedy wołali za mną: ciota, pedalska maciora.

Śmierć Heidi

O, tu szpital - Andreas Krieger wskazuje w zeszycie - rok 1984. Heidi Krieger waży 100 kg. Pojawiają się bóle nóg. Z trudem wchodzi po schodach. Ma problemy z oddychaniem.

- Z bólu zamykałem oczy i zagryzałem wargi. Trener i lekarz stali przy moim łóżku i dyskutowali, jakby mnie tam nie było. Lekarz Dynamo powiedział: żadnego powodu do niepokoju. Wystarczy blokada. I znów dostawałem tabletki.

W 1991 roku już nie mogłem. Odszedłem ze sportu. Ale nie umiałem żyć. Zacząłem pracować w sklepie zoologicznym w Berlinie. Miałem dziewczynę. Rzadko wychodziliśmy razem. Jeśli już, to wkładałem szerokie spodnie i męską koszulę. Rozstaliśmy się po dwóch latach.

Prawie nie wychodziłem z domu. Rysowałem i słuchałem płyt Mireille Mathieu. W 1994 roku napełniłem wannę wodą. Wziąłem żyletki. Chciałem to skończyć. Uratował mnie mój pies. Może to śmiesznie brzmi, ale wtedy kiedy dotknął mnie swoim mokrym nosem, przyszło jakieś otrzeźwienie. Zrób coś - powiedziałem sobie. W 1995 kumpel z pracy powiedział: jak patrzę na ciebie, to jakbym widział siebie. Był transseksualistą.


Podjąłem decyzję.

Heidi umarła w 1997 roku. Po jednej operacji.

- Usunęli mi piersi, a zaraz potem narządy rodne - Andreas Krieger podnosi koszulkę, pokazuje dwie blizny. - Tyle po niej zostało.

Byłem tylko ogniwem

Grudzień 2007, Czarnikauer Straße 21a. Kamienica, w której urzędował Höppner. Teraz na parterze ma swój gabinet doktor Dorit Rösler, dziś lekarz pierwszego kontaktu. Specjalizacja jednak nadal ta sama: lekarz sportowy. W epoce NRD była lekarzem w klubie TSC Berlin. Sąd skazał ją w sierpniu 1998 roku na karę w wysokości 7200 marek. Za stosowanie dopingu na nieletnich.

- Wykorzystywała pani zaufanie tych dzieciaków.

- Nie, naprawdę dbałam o nie. Obserwowałam, jak się czują, zapisywałam fizykoterapię.

- I anaboliki.

- Zawsze znalazłby się ktoś inny... Wiem, tak można wytłumaczyć wszystko. Ale wtedy po prostu robiłam, co mi kazano. W NRD nie miałam wyjścia. Podczas drugiego procesu świadczyłam na rzecz Karen König, pływaczki. Przeprosiłam ją.

- Za co?

- Za to, że byłam ogniwem łańcucha.

 

Autor: Angelika Kuźniak, Duży Format



Inne Newsy

Dodaj komentarz
Usuń odpowiedź


Komentarze

nick 3 października 2010 18:33 #1 reply
wstrząsające....
nick 2 3 października 2010 19:59 #2 reply
Dobre to jest :)
bryndzak 3 października 2010 22:49 #3 reply
niesamowite...
xxxM 4 października 2010 10:10 #4 reply
Świetny artykuł!
pablo 25 października 2010 23:59 #5 reply
a bedzię gorzej,..
pablo 25 października 2010 23:59 #6 reply
a bedzię gorzej,..