Najnowsze komentarze
- tr zapoznaj sie z różnicą: Igrzyska olimpijskie a olimpiada a wtenczas zabieraj głos ...
- krzysiek 2012-05-18 22:36:16
- Paweł Rurak się cieszy bo może znów pojeżdzi po świecie jako sparingpartner Otylii, no nie tym razem Sławka Kuczko. ...
- solek 2012-05-18 22:22:21
- Szacunek dla Otylki wielka zawodniczk, ale zgodnie z zasadami nie powinna jechać,a tak ogólnie to tylko Czerniak na olip ...
- tr 2012-05-18 20:50:14
- jpoju ...
- tr 2012-05-18 20:45:39
- nie rozumiem, twojej wypowiedzi. Przecież w sztafecie męskiej masz,chyba najlepszych młodych juniorów w Polsce: Werner, ...
- kostek233 2012-05-17 20:19:45
Sztuka pływania wg Marcina Piwnika
Zapraszamy do przeczytania ciekawego wywiadu, jakiego udzielił trener Maciej Piwnik Wiadomościom Świętokrzyskim...
Jak się rozpoczęła Twoja przygoda z pływaniem?
- Rozpocząłem swoją karierę zawodniczą już jako dziecko 7-letnie, podobnie jak to teraz odbywa się w KSZO. Jestem wychowankiem klubu sportowego "Motyl" Stalowa Wola, w tamtych latach był to ZKS Stalowa Wola i tam rozpocząłem swoją przygodę z pływaniem jako dziecko. Trafiłem do klasy o profilu sportowym, podobnej do tych, które staramy się tworzyć w Ostrowcu Św. Po zakończeniu szkoły podstawowej postanowiłem kontynuować edukację w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Krakowie. W Krakowie pływałem pod okiem pani Marii Jakóbik, która obecnie jest trenerką kadry narodowej juniorów, a zakończyłem swoją przygodę na studiach. Na I roku pływałem jeszcze w zawodach, reprezentując barwy Korony Kraków. Co ciekawe, byłem wtedy najstarszym zawodnikiem tego klubu.
Jesteś więc przygotowany do pracy od strony teoretycznej, ale również od tej praktycznej.
- Wiem na czym to wszystko polega, bo przerobiłem to na własnej skórze. Rozumiem zawodników, którzy w pewnym momencie rezygnują. Trening pływacki jest bardzo wymagający. Zazwyczaj albo nie wytrzymują reżimu treningowego, albo nie potrafią pogodzić tego z obowiązkami w szkole, albo po prostu nie rokują na przyszłość.
Sukcesy kariery zawodniczej?
- Regularnie startowałem w finałach w kolejnych rocznikowych mistrzostwach Polski. Jako dziecko wywalczyłem nawet srebrny medal na dystansie 200 m stylem zmiennym. Zawsze należałem do czołówki pływaków w naszym kraju.
Co zdecydowało zakończeniu kariery?
- Było to związane z racjonalnym myśleniem. W końcu doszedłem do wniosku, że nic więcej już nie osiągnę jako zawodnik. Moje możliwości się wyczerpały, przez dwa lata wyniki stały w miejscu. Jak się rocznie pływa 3,5 tysiąca kilometrów, to ciężko się zdecydować na następny rok tak ciężkiej pracy, gdy nie widać już postępów.
Od pływania jednak nie uciekłeś.
- Pływanie zawsze było mi bliskie. Już na studiach dawałem lekcje pływania. Później sam założyłem klub - Wodnik Wieliczka, który zresztą do tej pory istnieje. To było 10 lat temu. Wtedy pracowało się bez pieniędzy tylko po to żeby robić coś ciekawego. Długo pracowało się charytatywnie. Później zmieniła się trochę sytuacja i trzeba było poszukać innego zajęcia.
I pojawiła się propozycja z Ostrowca Św. Trudno było zostawić wszystko i przeprowadzić się w inne miejsce?
- Przeprowadziłem się w miejsce skąd pochodzili moi rodzice i dziadkowie, konkretnie do Karczmy Miłkowskiej. Co prawda rodzice kiedyś wyemigrowali stąd za pracą do Stalowej Woli, gdzie ja się urodziłem, ale los i tak mnie pokierował w te strony. Tu próbuję się teraz odnaleźć. Na pewno nie jest to łatwe. Tam byłem już rozpoznawany przez ludzi, zarówno z kręgów sportowych, jak i sztuki.
Sport to nie jedyną pasja Twojego życia?
- Od dziecka równolegle z zainteresowaniami sportu rozwijałem w sobie pasję do sztuki. Zawsze posiadałem umiejętność zrobienia czegoś z niczego. Od pozłotnictwa, przez malarstwo do rzeźbienia - we wszystkich materiałach. Znam się na sztuce w sensie teoretycznym. Choć nie studiowałem na ASP, to chodziłem tam na dodatkowe zajęcia. W moich pracach naturalnie jest dużo rzeczy zaciągniętych ze sportu. Obie moje pasje razem jakoś tak się zazębiają. Pływanie jest zresztą chyba jedyną dziedziną sportu, którą się nazywa sztuką. Jest to przecież sztuka pływania. W pływaniu jest się samym ze sobą. Wielu ludzi mówi, że jest to nudne, żmudne. Traktuję to inaczej. Uważam, że właśnie wtedy jest czas na to, żeby pomyśleć. Nic człowiekowi nie przeszkadza, można w tym czasie rozwiązywać dużo ciekawych koncepcji. Jako ciekawostkę powiem, że podczas pływania zawodnicy uczą się. Podczas pływania uczyłem się wierszy, nawet całych książek. Inni zawodnicy robią podobnie. Podczas treningu przygotowują się do zajęć w szkole. Trzeba umieć zagospodarować czas ciszy w wodzie. Realizuje się to myślą, rozbudowując fantazję.
Co zatem stoi u Ciebie w domu na regale obok pucharów?
- Generalnie mam więcej rzeźb niż pucharów. Moje rzeźby są również eksponowane w galeriach na całym świecie. Często wykonuję jakieś statuetki na konkretne zlecenie. Ostatnio wykonywałem statuetkę Perły Powiatu Wielickiego. Wieliczka cały czas o mnie pamięta.
Czy w Ostrowcu też ktoś próbuje już wykorzystywać Twój talent?
- Coś drgnęło w tym kierunku. Niektórzy patrzą na to co robię z przymrużeniem oka, widząc w mojej osobie przede wszystkim sportowca, ale jak zobaczą moje prace, to zmieniają zdanie.
Praca trenera koordynatora to duże wyzwanie?
- Najważniejszy jest team. Jak ludzie dogadują się, to można zrobić naprawdę dużo. Każdy powinien wiedzieć za coś odpowiada. Moją rolą jest dać zaufanie drugiemu trenerowi. Wtedy on pracuje 10 razy lepiej niż w sytuacji, gdy jest ciągle kontrolowany.
Co już udało Ci się osiągnąć w Ostrowcu Św.?
- Jestem tu drugi rok i sukcesem jest niewątpliwie podwojenie, a może nawet potrojenie ilości dzieci uczęszczających na zajęcia. Wygrywamy małą ligę świętokrzyską, co za czasów mojego poprzednika nie udawało się. Jeśli zaniedba się grupy naborowe, koncentrując się tylko na grupce najlepszych zawodników, to w przyszłości będzie się za to płacić gorszymi wynikami.
Maciej Hampel stawiał na długie dystanse i tam osiągał sukcesy. Jaka jest Twoja szkoła treningu?
- Moja koncepcja jest ukierunkowana na styl zmienny. Taka jest teraz tendencja światowa, żeby zawodnik był wszechstronny, wytrenowany w każdym stylu, w każdym elemencie. Jest również bliska koncepcji trenera Hampla, bo jako zawodnik specjalizowałem się w długich dystansach i też je bardzo lubię. Również stawiam na wytrzymałość. Mój poprzednik tutaj się nie mylił, choć mniej stawiał na wszechstronność. Sprinterów kształtuje się pod koniec kariery życiowej. Nie powinno się robić sprinterów z dzieci.
Kto może pójść w ślady Donaty Kilijańskiej?
- Ja w każdym muszę widzieć potencjalnego mistrza. Głównym błędem jest to, że traktujemy zawodnika 14-letniego jak dorosłego, a powinniśmy go traktować jak dziecko. Medale olimpijskie wśród mężczyzn zdobywa się w wieku 25 lat, więc powiedzieć o 15-latku, że za 10 lat powinien zdobywać medale, może okazać się błędne. Jeżeli zawodnicy kwalifikują się do finałów A lub B mistrzostw Polski to znaczy, że jest dobre szkolenie w klubie.
Czy w Ostrowcu Św. jest dobry klimat dla uprawiania tej dyscypliny sportu?
- Wydaje mi się, że tak. Nie jest prawdą, że nie ma dzieci na pływalni. Czasami jest tyle pływających grup, że nie ma wolnego toru, a zajęcia prowadzone są jednocześnie nawet przez 4 instruktorów. Jak na takie miasto można powiedzieć, że mamy do czynienia ze sportem masowym.
Czym dla Ciebie jest wyróżnienie w plebiscycie?
- Dobrze, że są takie plebiscyty. Moje wyróżnienie traktuję jako docenienie całego zespołu. Nie reprezentuję wyłącznie siebie. Głosy oddane na moją osobę są głosami poparcia całego środowiska, na całą naszą trenerską ekipę.
Dziękuję za rozmowę.
Jarosław Słodkiewicz
Źródło: Wiadomości Świetokrzyskie
| Inne Newsy | Inne artykuły |
|
MP dzień 2: Tarczyński z pierwszym minimum Londyn: Różne drogi polskich Olimpijczyków |
Komentarze
| 14 lutego 2012 13:31 |
#1
|
|
Kraków też lubi i pamięta, Piwo!
|
|
| 14 lutego 2012 16:34 |
#2
|
|
wywiad fajny.marcin tez.ale przesadzil z tymi 3,5 tys.km.nikt w polsce tyle nie plywal w tamtych czasach.nawet sawrym ze stanczykiem dawali po 3,2-3,3 tys.troche marcin przekoloryzowal.ale ok.
|
|
| 14 lutego 2012 18:22 |
#3
|
|
Może się mylę, ale chyba jest błąd w nazwisku "Jakóbik", powinno być 'ó' zamiast 'u' ;)
|
|
| 15 lutego 2012 20:40 |
#4
|
|
Dobrze jest napisane.
|
|
| 15 lutego 2012 22:11 |
#5
|
|
kadra Polski przed igrzyskami w Moskwie (1980) pływała ponad 30 km dziennie, jak nie wierzysz to zapytaj Leszka Górskiego albo Darka Wolnego...
|
|
| 16 lutego 2012 16:39 |
#6
|
|
Jakóbik
|
|
| 21 lutego 2012 19:56 |
#7
|
|
Ta ciekawe jak zrobi z tych długodystansowców sprinterów jak będą kończyć karierę.
|
|
| 21 lutego 2012 21:02 |
#8
|
|
z wszechstronnością się zgodzę tylko jak ją robią technika czy km? podejrzewam że to drugie. Jeśli chodzi o sprint to tak: śledzę szkolenie we francji bo tam mam przyjaciół i w brazylii tak korespondencyjnie. To co powiedział w/w trener to największy błąd trenerski w Polsce wręcz głupota. W wymienionych przeze mnie krajach diagnozuje się predyspozycje i już w wczesnym wieku określa przyszłą specjaizację co nie przeszkadza w budowaniu wytrz tlen i wszechstronności styl ale nie zabija się naturalnych cech sprinterskich później się je rozwija. Niestety nasz problem to trenerzy byli zawodnicy prowadzeni według tzw starej szkoły do bólu robią tzw tlen nie chcą słuchać o predyspozycjach a później mamy efekty. Przecież to nie przypadek że nie mamy ( prócz K. Czerniaka) żadnego przyzwoitego sprintera. Przykład Agata Korc pywała w Zgorzelcu pod okiem ratowników , na pierwszych poważniejszych zawodach pobia chyba 2 albo 3 rek Pol, naturalnie miała predysp do sprintu, był taki moment że boały ją barki więc chyba z pół roku pływała samymoi nogami i po tym znów rekordy biła, poszła do śląska i zderzyła się z obiętości a efekt 2 operacje na barkach i opinia lenia a na początku tak nie było później unikała wytrzymałościowych tren bo się ich po prostu bała i tak zmarnowano jeden z największych talentów historii pol pływania
|
|
| 21 lutego 2012 21:04 |
#9
|
|
zgadzam się, dlaczego jeśli piwo nie dawał już rady nie przeniósł się na sprint:)
|








