arena

Pływanie w wodach otwartych. Paweł Rurak radzi

rzeka.jpg

Pływanie w wodach otwartych. Paweł Rurak radzi

W piątek, w artykule opowiadającym jak zwykły GPS może pomóc wskazać nasze największe problemy w trakcie pływania w zawodach na otwartych akwenach wodnych, poprosiliśmy Czytelników o pomoc w stworzeniu swoistego kompendium wiedzy o wyścigach długodystansowych.

Na odsiecz przyszedł nam Paweł Rurak, który ma wielkie doświadczenie nie tylko z zawodów basenowych. Zapraszamy na jego pełen emocji felieton, po którym wszystko (?) stanie się jasne...

 

Generalnie zasada jest jedna: jeśli nie czujesz się kozakiem na tyle, żeby wygrać wyścig płynąc samodzielnie, to lepiej trzymać się grupy, nawet jeśli ona płynie zygzakiem. Kiedyś za dawnych czasów na MEJ myślałem, że płynąc w miarę prosto i oddzielając się od grupy, zyskam i ucieknę. Myliłem się. ;) i tylko straciłem dużo energii. Potem i tak musiałem dołączyć, a walka rozegrała się na finiszu.

Druga sprawa, że trzeba specjalnie trenować omijanie boi. Każdemu wydaje się, że to takie proste, ale nie jest. :) Grupa na bojach przyspiesza mocno i bardzo łatwo się zgubić, a potem nie da się dojść z powrotem.

Inna rzecz, że każdemu pływakowi basenowemu wydaje się, że pociągnie się w nogach cały wyścig, a potem zaatakuje na końcu. Też nie. Jak jest wyrównana stawka, to pływanie w nogach raczej przypomina kocioł niż luźne pływanie. Ludzie często zmieniają kierunek, kopią i walą łokciami. Generalnie trzeba znaleźć jakieś w miarę zaciszne miejsce.
Albo dać się trochę wyprzedzić, albo walczyć o pozycje w czubie.

Ten trochę chaotyczny wywód opieram na swoich maratonowych doświadczeniach. Dużo startowałem w Polsce, ale tu maratony są stosunkowo słabo obsadzone i nie ma zazwyczaj problemu z oderwaniem się od grupy i prowadzeniu swoim tempem całego wyścigu. Raz pojechałem na MEJ, załatwiłem to wszystko za swoje pieniądze, tylko kontaktowałem się z organizatorami przez PZP. O ile dobrze pamiętam byłem wtedy 14 (gdzieś tak w połowie stawki), ale wydawało mi się, że to raczej słaby wynik. Zawody były nieźle obsadzone i przede wszystkim stawka była dużo bardziej wyrównana. Zabrakło mi przede wszystkim doświadczenia (bo odkrywałem niektóre rzeczy dopiero w trakcie wyścigu)  no i odpowiedniego treningu (przygotowywałem się wtedy na jeziorach, ale temperatura wody miewała czasami 17'C, więc nie wytrzymywałem w niej więcej niż 1h-1:30h).

Na miejscu widać było, że zawodnicy z zagranicy byli przygotowywani przez cały rok do maratonów, a nie tak jak ja, przestawiałem się z pływania basenowego na jeziorne po Mistrzostwach Polski.

Trenowali w grupie, co jest chyba bardzo istotnym bodźcem do szybkiego pływania w wodach otwartych, tym bardziej, że nie ma za bardzo możliwości pomiaru prędkości. Ściganie w grupie bardzo pomaga. Poza tym widać było, że trenowali w ciepłej wodzie, co też jest dużo bardziej przyjemne niż dygotanie w 17'C.

Tamte MEJ wygrał jakiś Anglik, który nie płynął w grupie, tylko od samego początku wystartował sobie z boku i bez żadnych kłopotów płynął swoim tempem. Do pierwszej boi dopłynął pierwszy, a potem nikt go nie dogonił. Trochę nas wszystkich ośmieszył...

Z tego co wiem, w PZP powstała Komisja ds. Pływania Długodystansowego i wysyłają młodych na MEJ na wody otwarte. Mam nadzieje, że powalczą lepiej ode mnie i mam nadzieję że nie staną im na przeszkodzie te same problemy, które i mi przeszkodziły.

W zeszłym roku Komisja organizowała te zawody w Ustce. Przypominały one raczej zawody ratownicze połączone z triathlonem, niż pływanie długodystansowe. Połowę dystansu (400m - o matko) można było przebiec, a start było prowadzony z plaży co wg. przepisów LEN i chyba FINA jest całkowicie nie do pomyślenia. Pamiętam, że na konferencji technicznej na MEJ o sposób przeprowadzenia startu była taka awantura, że trenerzy mięli ochotę użyć broni wobec sędziów za start z brzegu…

Paweł Rurak

Redakcja: Wszystkich zawodników mających ochotę podzielić się z nami swoimi przeżyciami związanymi z pływaniem, czy to na wodach otwartych, czy basenowych... Jak zwykle zapraszamy do kontaktu na nasz adres redakcyjny...

Zobacz również:

Pływanie na wodach otwartych. Poszukiwanie straconego czasu

 

 




Dodaj komentarz
Usuń odpowiedź


Komentarze

Paweł Rurak 13 lipca 2010 20:19 #1 reply
hahaha, wujek dobra rada ;p
sir 13 lipca 2010 21:04 #2 reply
To bardzo dobre rady wujku;)
endriu 14 lipca 2010 12:54 #3 reply
gratulacje Paweł! Chyba jesteś pierwszym wyczynowym pływakiem, który na ten temat napisał. Jeszcze dzisiaj zwrócę uwagę trenującym u mnie Triathlonistom i Mastersom, którzy ścigają się wodach otwartych, by zapoznali się z Twoimi ciekawymi spostrzeżeniami dot. ścigania się w akwenach.
shapiro 14 lipca 2010 20:21 #4 reply
A jakieś rady odnośnie nawigacji? Spotkałem się kiedyś z czymś takim jak crocodile style :))
wójcior 9 sierpnia 2010 14:00 #5 reply
hehe;) niedlugo powstanie program w tv "plywaj z rurakiem" ;p
sir 9 sierpnia 2010 14:59 #6 reply
Chętnie obejmiemy patronat;)