Najnowsze komentarze
- tr zapoznaj sie z różnicą: Igrzyska olimpijskie a olimpiada a wtenczas zabieraj głos ...
- krzysiek 2012-05-18 22:36:16
- Paweł Rurak się cieszy bo może znów pojeżdzi po świecie jako sparingpartner Otylii, no nie tym razem Sławka Kuczko. ...
- solek 2012-05-18 22:22:21
- Szacunek dla Otylki wielka zawodniczk, ale zgodnie z zasadami nie powinna jechać,a tak ogólnie to tylko Czerniak na olip ...
- tr 2012-05-18 20:50:14
- jpoju ...
- tr 2012-05-18 20:45:39
- nie rozumiem, twojej wypowiedzi. Przecież w sztafecie męskiej masz,chyba najlepszych młodych juniorów w Polsce: Werner, ...
- kostek233 2012-05-17 20:19:45
Rodzic na medal. Część 1
Rodzice, czyli: kierowcy, logistycy, zaopatrzeniowcy, dietetycy, kucharze, lekarze, pielęgniarze, trenerzy, psycholodzy, fizjoterapeuci i sponsorzy w jednej albo dwóch osobach. Czy przychodzą Ci do głowy jeszcze inne obowiązki, które pełnisz w związku z pasją Twojego dziecka?
Ponieważ Twoje dziecko trenuje pływanie, Ty ponosisz koszty. Rodzice nierzadko myślą w ten sposób: inwestuję pieniądze, czas i emocje. Tyle poświęceń, a jakie masz zyski? Czy warto myśleć o czasie spędzonym z dzieckiem w kategorii zysków i strat? No i jak wychować mistrza?
Jeśli chcesz jak najlepiej wspierać swoje dziecko w rozwoju sportowym, to warto odpowiedzieć sobie na kilka pytań. Po pierwsze: jaki jest Twój cel, czyli dlaczego chcesz, żeby Twoje dziecko trenowało pływanie? Uważasz, że sport to zdrowie, że dzięki temu nie siedzi przed komputerem albo telewizorem, nie ma czasu na głupoty i uczy się zdrowej rywalizacji.
Po drugie: co daje to Tobie, że Twoje dziecko uprawia sport? Jeśli jesteś rodzicem zaangażowanym to masz nowych znajomych, spędzasz dużo czasu w podróżach, masz do granic możliwości zorganizowany wolny czas no i masz poczucie, że wzorowo wypełniasz obowiązki rodzica, że zapewniasz swojemu dziecku optymalne warunki do rozwoju. Jeśli natomiast jesteś rodzicem mniej zaangażowanym to masz święty spokój kiedy dziecko wychodzi na treningi. W obu przypadkach zapewniasz sobie poczucie, że jesteś dobrym rodzicem.
A jak myślisz, dlaczego dzieci uprawiają sport? Najczęściej ponieważ chcą tego... ich rodzice. Mogą miło spędzać czas (jeśli trener dba o atmosferę na treningu), uczą się nowych umiejętności, spotykają się z kolegami, często wyjeżdżają i wtedy nie muszą chodzić do szkoły...
Dzieci trenujące pływanie również ponoszą koszty. To ogromny wysiłek fizyczny włożony w trening i czas, który można spędzić dużo przyjemniej. To zmęczenie i chroniczne niedospanie. Dalej można wymienić ograniczone kontakty z rówieśnikami nieuprawiającymi sportu, duży wysiłek włożony w utrzymanie tempa szkolnego i nadrabianie zaległości. A jakie dziecko ma zyski? W imię czego cały ten wysiłek?
Zauważ, że koszty, które ponosicie są bardzo realne i obiektywne, natomiast zyski są niepewne, ulotne i subiektywne. No bo przecież trudno nazwać zyskiem medale, które być może kiedyś Twoje dziecko zdobędzie. Sam medal jest wart ok 5zł. Medal można kupić w marketach sportowych. To co stanowi o wartości medalu to systematyczna praca, pokonywanie swoich słabości i nudy, morderczy wysiłek włożony w trening i start dzięki którym ten medal zdobyto. No i emocje!!!
Ludzie dają z siebie wszystko wtedy, kiedy lubią to co robią. Jak więc zarazić dziecko pasją do sportu, aby go niechcący nie zrazić? Wyobraź sobie taką sytuację: Twoje dziecko startuje w zawodach. Zajmuje drugie miejsce i poprawia życiówkę. Przypuśćmy, że mówisz do dziecka „Przegrałeś/-aś na ostatnich dziesięciu metrach. Musisz poprawić nogi”. Jakie emocje wywołuje taki komentarz rodzica, najważniejszej osoby w życiu dziecka? Myślę, że smutek, żal, rozgoryczenie, wstyd, poczucie winy. Pojawia się niechęć do trenowania. Sport zaczyna kojarzyć się z nieprzyjemnymi emocjami i frustracją. Kto to lubi?
Przypuśćmy, że w tej samej sytuacji (drugie miejsce, poprawiona życiówka) mówisz: „Poprawiłeś/-aś swój najlepszy czas! Brawo! Masz silne ręce, jak tylko poprawisz nogi będziesz pływał/-a jeszcze szybciej.” Jakie emocje wywołuje taki komentarz? Radość, duma, satysfakcja i chęć do trenowania, doskonalenia się. Ta sama sytuacja, ta sama informacja (należy wzmocnić nogi) a efekt zupełnie inny.
Lubimy przeżywać przyjemne emocje, unikamy emocji nieprzyjemnych. Dzieci mają tak samo. Jeśli więc uprawianie sportu wiąże się częściej z przeżywaniem emocji przykrych, to dziecko będzie robiło wszystko aby przestać trenować. Jeśli potem, jako osoba dorosła wróci do sportu i będzie startowało albo uczyło innych, to znaczy, że nie zrezygnowało ze sportu ponieważ nie lubiło tej dyscypliny, tylko dlatego że być może nie lubiło tego wszystkiego co się działo wokół niego, szczególnie niezadowolenia dorosłych. Czasami i rodziców, i trenerów.
Jeżeli myślisz, że namawiam Cię do zagłaskania Twojego dziecka, to się mylisz. Czasami trzeba coś powiedzieć stanowczo. Namawiam Cię jednak do refleksji: czego w Waszym życiu jest więcej? Nagród czy kar? Radości i satysfakcji czy złości i smutku? Chwalenie od rana do nocy za każdą najmniejszą rzecz nie jest optymalne. Dzieci potrzebują stawiania poprzeczki i wyznaczania granic. Ale potrzebują też wsparcia cierpliwego opiekuna.
Niektórzy rodzice wiedzą kiedy pozytywnie przycisnąć a kiedy trzeba odpuścić. Inni są za bardzo wymagający. Stawiają poprzeczkę tak wysoko, że dziecko na samą myśl ma „spięte poślady”. Za wysoko w danym momencie indywidualnego rozwoju dziecka. Jeszcze inni są nadopiekuńczy i zachwycają się każdym najmniejszym osiągnięciem swojego dziecka. Ci stawiają poprzeczkę za nisko. Pewnie znasz i jednych, i drugich, i trzecich:) A jakim rodzicem jesteś Ty?
Małgorzata Krasuska, psycholog sportu
Autorka współpracuje z Pracownią Psychologiczną Centralnego Ośrodka Medycyny Sportowej w Warszawie.
Zapraszamy do felietonów Małgorzaty Krasuskiej, ale również innych autorów, w naszym dziale Psychologia.
Już wkrótce druga część felietonu! Zapraszamy.
| Inne Newsy | |
|
MP dzień 2: Tarczyński z pierwszym minimum Czy zawodowy sport to ryzyko dla życia? |
Komentarze
| 16 września 2010 23:25 |
#1
|
|
Błędne założenie, że większość dzieci trenuje, bo tak chcą ich rodzice. Przy takiej tezie każdy fałszywy wniosek jest prawdziwy - zgodnie z zasadami logiki :) Podam przykład: Jeśli 2+2=5 to Kopernik był kobietą.
Na podstawie jakich badań Pani Krasuska postawiła taką tezę, że większość dzieci trenuje, bo tak chcą rodzice? Wydaje mi się, że Pani Krasuska daje rady dla rodziców dzieci, które nie mają "charakteru sportowca". Jeśli dziecko pływa, bo tak chcą rodzice, to taki dzieciak nic w sporcie nie osiągnie, bez względu na to co rodzice będą robić, jak będą dziecko wspierać i motywować. Niech Pani psycholog porozmawia i poczyta wywiady z dziećmi-sportowcami. One trenują bo chcą być mistrzami, chcą być najlepsi, chcą osiągać sukcesy, mają swoje marzenia, ambicje, cele i wiarę, że mogą to osiągnąć dzięki ciężkiej pracy. W żadnej z wypowiedzi nawet 10-11 letnich pływaków/pływaczek nie padło stwierdzenie, że to dla mamy, czy taty. A co mają robić rodzice, którzy wolą, aby dziecko nie trenowało? Rodzice, którzy wiedzą, że dziecko "rozmienia się na drobne" spędzając po 6-7 godzin dziennie na treningach, a jednocześnie widzą, że pływanie to pasja DZIECKA. Rodzice, którzy woleliby te 6-7 godzin spędzić z dzieckiem? Pani psycholog, tak jak kaptan Hook z Piotrusia Pana przyjęła założenie, że rodzice wtedy są szczęśliwi, gdy dzieci śpią lub nie ma ich w domu. Gratuluję hipotez ;). |
|
| 17 września 2010 00:11 |
#2
|
|
Po części zgadzam się z "adg" ale z drugiej strony to faktycznie zazwyczaj rodzice chcą żeby dziecko pływało, uczyło się języków, trenowało balet, chodziło na rysunek, grało na pianinie itd .. itd.. więc w pierwszej fazie to rodzice chcą ... natomiast jeżeli dziecko widzi że wygrywając dostaje nagrodę, że jest w centrum zainteresowania i podoba mu się to, to zaczyna trenować bo samo chce ... no ale ja tam psychologiem nie jestem :)
|
|
| 17 września 2010 01:14 |
#3
|
|
Robert, a może w tej pierwszej fazie rodzice chcą, bo widzą czym dziecko się interesuje, w czym jest dobre i co chciałoby robić?
Pani psycholog jest psychologiem od roku, a ma ponad 40 lat :). Przypuszczam, że podobnie jak Ty czy ja opiera się głównie na własnych doświadczeniach życiowych. Żeby coś oficjalnie stwierdzić, czy publikować w artykule naukowe opinie, to potrzebne są do tego rzetelne badania, a nie tylko osądy wydawane na podstawie własnych doświadczeń. Jeśli takie badania przeprowadziła, to niech ujawni ich źródło, bo to może być rzeczywiście innowacyjne, ciekawe i ważne zarówno dla rodziców jak i trenerów. |
|
| 17 września 2010 21:20 |
#4
|
|
większość dzieci trenuje pływanie, bo tak chcą ich rodzice! Z pewnością dzieje się tak w dużych ośrodkach. Nie jestem psychologiem, ale bacznym obserwatorem. Ponad tysiąc dzieci rocznie przyprowadzają rodzice do szkółek pływackich w Warszawie. Chyba nikt nie ma wątpliwości że nie same zapisują się do sekcji w kasie? W okresie dojrzewania zaczynają decydować o swoim losie i rezygnują. Powtarzam pytanie jak mantrę: pokażcie mi pływaka seniora z metryką warszawską? Ktoś tym dzieciom po drodze wybił dyscyplinę z głowy. Trenerzy? Rodzice? Ich dziewczyny czy chłopcy? Niestety nie wychowujemy swoich dzieci by się samodoskonaliły, ale trenujemy je by nie przegrały! Takie podejście prowadzi do szybkiej frustracji i rezygnacji ze sportu wyczynowego
|
|
| 21 września 2010 20:12 |
#5
|
|
Spodziewałam się, że felieton może wzbudzać kontrowersje, ale to prawdopodobnie znaczy, że porusza ważny temat. Wysoko cenię sobie konstruktywną krytykę. Żałuję, że w opublikowanych komentarzach jej brakuje. Kierując się dobrem wszystkich czytających osób zamieszczam poniżej komentarz mój, czyli autorki.
1) o tym, że jest to pasja dziecka piszę w drugim zdaniu. 2) zarówno Michael Phelps jak i Otylia Jędrzejczak mówią o tym, że zaczęli trenować, bo taka była wola rodzica. Być może takiej sytuacji nie doświadczają wszystkie dzieci. Jeżeli dzieci mają tak się rozwijać jak Phelps czy Jędrzejczak to ja jestem za! Stwierdzenie, że dzieci trenują bo tak chcą ich rodzice nie jest zarzutem. 3) Co to jest „charakter sportowca”? Wyniki ostatnich badań pokazują, że nie ma jedynego właściwego dla mistrza zestawu cech osobowości czy temperamentu. Dlatego nie stosuje się już testów psychologicznych do selekcji w sporcie. 4) Ciekawa jestem co autor komentarza ma na myśli mówiąc o wsparciu i motywowaniu przez rodziców? Jakie są jego osobiste doświadczenia? 5) Mam nadzieję, że rodzice są szczęśliwi wtedy, kiedy widzą, że ich dzieci rozwijają się i wykorzystują swój potencjał. Jestem przekonana, że cieszą się kiedy spokojnie śpią i są poza domem. 6) Dzieci 10-11 mówią, że trenują bo chcą być mistrzami.To oczywiste, że każdy chce wygrać. I dziecko, i dorosły. Różnica polega na tym, że im człowiek staje się starszy tym ma większą świadomość tego co robi. 7) Żaden mój felieton publikowany na tej stronie nie pretenduje do miana artykułu naukowego, dlatego też nie przytaczam wyników badań. Zainteresowanym polecam np. Przegląd Psychologiczny lub Sport Wyczynowy. Felietony publikowane na tej stronie mają charakter popularny. Jeżeli ktoś chciałby poczytać o np. efektorowym strumieniu modułu werbalnego albo zmiennej poczucia lokalizacji kontroli wzmocnień to czeka go rozczarowanie:) Felietony publikowane tutaj mają być lekkie, łatwe i... niekoniecznie przyjemne. Mają dostarczać podstawowej wiedzy i skłaniać do refleksji. 8) Jeżeli chodzi o moje kompetencje zawodowe, to jestem magistrem psychologii, psychologiem rekomendowanym przez Zespół ds. Psychologii Komisji Medycznej PKOL. Dla mnie najlepszą rekomendacją są regularne wizyty zawodników odważnie podejmujących edukację psychologiczną. Oni wierzą, że ta edukacja służy byciu coraz lepszym sportowcem. |
|
| 21 września 2010 20:36 |
#6
|
|
endriu, z najbardziej znanych to może Gąsior i Tarczyński?
|
|
| 21 września 2010 22:48 |
#7
|
|
Tak dla Pani informacji: Otylia w wywiadach kilkukrotnie powtarzała, że rodzice zaprowadzili Ją na pływalnie bo miała problemy zdrowotne. Phelps też nie ukrywa, ze miał zdiagnozowany zespół nadpobudliwości psycho-ruchowej (ADHD). Stosując Pani "logikę" można na tej podstawie sformułować wniosek, że pływakami zostają dzieci chore - z problemami zdrowotnymi.
Od Redakcji: Część wpisu została wyedytowana. |
|
| 22 września 2010 10:47 |
#8
|
|
Barwo Warszwiacy, wymieniłeś jednego, bo Gąsior z tego co wiem nie jest z Warszawy. Ja potrafię wymienić jeszcze dwóch:) Nieźle, co?;)) Te właśnie wyjątki potwierdzają regułę:)
|
|
| 22 września 2010 13:53 |
#9
|
|
Warszawiacy, może nie "orły", ale w MP startują i chwała im za to : Czerska, Mączewski ( Warszawianka ) Szulich ( Legionowo ) Winogrodzki, Konarzewski, Rutkowski ( zaczynali w MDK ), Tarczyński, Mikołajewski, Budzis, Rowiński ( BUKS ), Ptasińska, Stopczyńska, Wąsiakowska, Piechocka ( Polonia ) i na pewno jeszcze ktoś, z góry przepraszam za pominiecie :-) Część z nich widujemy na zawodach rzadko bo studiują w US, ale można oglądać ich wyniki z zawodów uniwersyteckich.
|
|
| 22 września 2010 18:11 |
#10
|
|
Nie rozumiem tej krytyki i niezadowolenia w wypowiedziach adg, to trochę takie doszukiwanie się igły w stogu siana, byle tylko udowodnić, że jest inaczej niż jest w rzeczywistości. Felieton jest dobry i zawiera wiele prawdy. Z własnych obserwacji w jednym z klubów ( chodzi mi o dzieci młodsze rozpoczynające przygodę z pływaniem ) wiem, że to właśnie rodzice przyprowadzają dzieci na pływalnię zazwyczaj nie pytając czy dziecko ma na to ochotę czy nie, dzieje się tak z bardzo różnych przyczyn. Czasami właśnie dlatego, że dzieci mają wadę postawy lub inne problemy zdrowotne, czasami dlatego, że dzieci znajomych akurat ten sport uprawiają, czasami dlatego, że to jest teraz modne, a czasami dlatego, że po prostu tak wyszło.. ale przecież w felietonie nie chodzi o przyczynę zapisania dziecka na basen, ale o sam fakt. A które z tych dzieci naprawdę pływanie pokocha, to już inna sprawa, na 100% nie wszystkie... Zgadzam się, że rola rodziców jest bardzo ważna - a to przecież o tym głównie traktuje ten tekst - i zarazem bardzo trudna. Tu nie chodzi tylko o pracę, którą wkładamy by dziecku pomóc, ale też o nasze własne emocje, które często musimy powściągać, by nie wyszło tak, jak w opisanycm przypadku numer 1 albo jeszcze gorzej, co niestety często się zdarza podczas różnych zawodów. Niezadowoleni ojcowie, obrażone matki z trybun krzyczące ( czesto w niewybrednych słowach ) na swoje dzieci - zawodników, którzy dali z siebie wszystko, ale nie wygrali... Dlaczego rodzice nie potrafią szanować ciężkiej pracy swoich dzieci, dlaczego wymagaja więcej niż te dzieci w danym momencie mogą osiągnąć? czy chcą zrealizować jakieś własne plany/ marzenia, któych nie udało im sie osiągnąć??? Zwrócenie uwagi na ten aspekt bycia rodzicem sportowca ( bo tu pewnie nie tylko o pływanie chodzi ) wydaje mi się interesujący i niezmiernie ważny , może niektórzy z tych rodziców czytając artykuł zastanowią się nad swoim zachowaniem? Bo przecież nie o powód przyjścia na basen po raz pierwszy tutaj chodzi, a o to co się dzieje dalej, jak pomagamy naszym wspaniałym & ciężko pracującym dzieciom przetrwać trudne, ale też DOBRE chwile w tej ciężkiej dyscyplinie, którą uprawiają..
|
|
| 22 września 2010 23:21 |
#11
|
|
Postaram się wytłumaczyć łopatologicznie, bo jak widać krzywa Gaussa miewa się świetnie. Artykuł jest najzwyczajniej płytki: oparty jest na kilku błędnych założeniach: nie wszystkie teorie i hipotezy psychologii ogólnej sprawdzają się w tak szczególnym przypadku jak sport pływacki. Autorka miesza (nie rozróżnia?) potrzeb dziecka w różnych fazach szkolenia. Wyobrażasz sobie wh, że rodzic mówi do piętnastoletniego zawodnika, który zdobył srebrny medal i zrobił życiówkę: jak tylko poprawisz nogi będziesz pływał szybciej? :) Ciekawi mnie na ilu zawodach pływackich i treningach autorka była? Z iloma rodzicami rozmawiała, że wie jakie mają potrzeby, problemy, co ich motywuje, jakimi emocjami się kierują w związku z uprawianiem sportu przez dzieci? Hmmm... już mnie nie ciekawi, bo autorka sama przyznała, że ona to "spłodziła" na podstawie lektur. Nie zgadzam się z podstawowym założeniem, że rola rodziców jest najważniejsza i że to oni mają największy wpływ na to czy dzieciak będzie chciał trenować, czy nie (myślę o szkoleniu podstawowym). Bardzo często dzieci rezygnują z pływania przez trenerów: za duże obciążenia, parcie na wyniki, lekceważenie słabszych zawodników, zła atmosfera w grupie itd., itp. Są w Polsce kluby, które traktują 11-latków jak "wyczynowców" i na wakacyjne obozy sportowe typują tylko wybrańców. W takiej sytuacji rola rodzica jest żadna, bo odrzucone dziecko już skutecznie zostało zniechęcone. Indolencją jest wyolbrzymianie znaczenia słów rodziców po zawodach. Zawody to nikły procent czasu, jaki dzieciak spędza na treningu. Jeśli na treningach czuje się świetnie to nawet jeśli nie wyjdą mu zawody nie zniechęci się do pływania, o ile trener wyjaśni dziecku co było przyczyną niepowodzenia. Wystarczy, że rodzic po takich zawodach zabierze dziecko na pizze lub lody i pogada o rzeczach przyjemnych - innych niż pływanie:) Mama Phelpsa nie wchodziła w kompetencje trenera i nie mówiła mu co ma poprawić. To nie jest rola rodzica, o czym autorka artykułu zapomniała. Porady autorki mogą rodzić wiele nieporozumień i podważać autorytet trenera. Rodzić powie: masz silne ręce, wystarczy, że poprawisz nogi. Podczas gdy trener powie: masz silne nogi, wystarczy, że poprawisz ręce :) Od kilkunastu lat jeżdżę na zawody i widzę zachowania różnych rodziców, zawodników i trenerów, często słychać całkowicie inne osądy niż przedstawione w artykule, dlatego między innymi nie podzielam opinii ani autorki ani wh. Zapewne dlatego też PZP zmienił zasady współzawodnictwa dzieci 10-13 letnich.
|
|
| 23 września 2010 09:05 |
#12
|
|
agd- mam wrażenie, że krzywa Gaussa ma się rzeczywiście świetnie.
Nie ma prawdy absolutnej, a negatywne doświadczenia jednostki mogą sprawiać, że z małym (ale zawsze prawdopodobieństwem) jednostka się nie zgodzi z tezami. Artykuł nie jest studium przypadku, traktuje temat ogólnie. Dla mnie nie ma potrzeby podpierać go szczegółowymi badaniami, tak samo, jak nie potrzebuję badań, które dowiodą, że w lecie będzie cieplej niż w zimie. Z drugiej strony, wielu 11-latków, a już na pewno 15-latków obraziłoby się na określenie ich dzieckiem. Więc załóż, że dziecko w artykule ma 6-8 lat i wszystko stanie się prostsze. Z drugiej strony nie zdajesz sobie sprawy z jakimi zawodnikami współpracuje Małgosia i na jakich zawodach się pojawia, więc kwestionując zakładasz, że na żadnych (nie pisząc tego wprost). I tak zupełnie na koniec- ostatnio gdzieś przeczytałem dość adekwatne do wydarzeń powyżej zdanie... "Ci, którzy potrafią, działają; ci którzy nie potrafią, kwestionują działania tych, którzy potrafią". W imieniu redakcji, zapraszam do napisania ciekawego, podpartego badaniami, do których najwyraźniej masz dostęp, artykułu, dotyczącego prawidłowych zachowań rodzica na początku kariery młodego pływaka. |
|
| 23 września 2010 11:48 |
#13
|
|
Fajnie, że pojawiają się artykuły skierowane do rodziców, ale.... zdecydowanie uważam, że rolą rodzica jest wspieranie "ogólne" bez wchodzenia w szczegóły typu mocniej nogi, ręce itp, bo dla trenującego dzieciaka jest to absolutnie irytujące - już 10-latek ma świadomość, że zna się na pływaniu o niebo lepiej od mamy czy taty. No i warto mieć świadomość, że ogromna część dzieci zaczyna trenować "zauważona" przez trenera w czasie szkolnej nauki pływania, a nie dzięki rodzicom. Wystarczy poczytać rubrykę "Młode talenty" z pisma "Pływanie".
|
|
| 23 września 2010 12:08 |
#14
|
|
W temacie "nogi, ręce", pewnie masz dużo racji, nie ma co wchodzić w kompetencje trenera.
Co do szkolnej nauki pływania... nie sądzę. Być może w Warszawie temat jest mocniej rozwinięty niż "w Polsce", ale np we Wrocławiu, jest na tyle mało szkół z możliwością tejże nauki, że to rodzice muszą zgłosić swoje dziecko do takiej klasy. To, że potem decyzje podejmuje trener, wynika z tego, że rodzic dobrze ukierował dziecko na samym początku. Wg mnie intencje artykułu należy odczytywać właśnie pod kątem "wspierania ogólnego". I może czasem przymknąć oko na mniej istotne szczegóły. Chociaż z drugiej strony "Masz silne ręce, jak tylko poprawisz nogi będziesz pływał/-a jeszcze szybciej." wypowiedziane przez rodzica, może być efektem tego, co chwilę wcześniej powiedział siedzący obok trener... Może potraktujmy to jako początek rozmowy z dzieckiem, a nie jej koniec? Nawiązując jeszcze raz do wypowiedzi adg "W żadnej z wypowiedzi nawet 10-11 letnich pływaków/pływaczek nie padło stwierdzenie, że to dla mamy, czy taty." Czy wspomniana teza dotyczy również wywiadu wśród dzieci 6-7-letnich, czyli tych, które naprawdę są na początku pływackiej drogi? |
|
| 24 września 2010 14:36 |
#15
|
|
Artykuł nie jest płytki, a jedynie porusza tylko mały segment jakim jest rola rodzica ( nie trenera, klubu, rówieśników... ) szczególnie w pierwszej fazie sportowego/ pływackiego życia dziecka. No właśnie DZIECKA rozpoczynającego przygodę z pływaniem ( 6 – 8, może maksymalnie do 10 lat ), a nie nastolatka – młodzika czy juniora, których trudno już do dzieci zaliczyć, i którzy najczęściej są już niemal w pełni ukształtowanymi, a na pewno świadomymi zawodnikami.
Zresztą tak nawiasem, owszem, wyobrażam sobie rodzica mówiącego do 15latka - robiącego życiówkę i zdobywającego srebrny medal – coś na kształt tej wypowiedzi o „nogach i rękach”. Ten podany przez autorkę przykład odczytuję jako pewien wzorzec, nie chodzi o dobór słów, a jedynie o przekaz: <jesteś dobry, robisz postępy, ciężko pracujesz, poprawiasz nowe elementy itd itp..., a ja, jako rodzic, jestem z ciebie dumy>. I oczywiste jest , że do zawodnika w różnym wieku użyjemy różnych słów. To raczej nie wymaga wielkiej filozofii... Te starsze „dzieci”, też czasami potrzebują komentarza, uśmiechu, gestu zachęty, lekkiej krytyki, poparcia, „popchnięcia” do przodu od rodziców, a nie tylko od trenera czy kolegów. Nie widzę w tekście również tego założenia, że rola rodzica jest najważniejsza, a jedynie bardzo ważna, szczególnie na początku pływackiej „kariery” dzieci, kiedy rodzice mają naprawdę ogromny wpływ na to, czy ich syn/ córka zaangażuje się w ten sport i będzie w późniejszym okresie chciał/ chciała trenować „na serio”. Oczywiście, zgadzam się, że atmosfera w klubie, trener, pływający rówieśnicy też mają wielkie znaczenie, ale artykuł jest tym razem dla i o rodzicach, więc może nie rozmieniajmy się na drobne, bo o każdym z tych elementów można pisać bez końca... Wracając zatem do rodziców – w wielu klubach ( szczególnie tych mniejszych, które nie są powiązane ze szkołami sportowymi ) odgrywają oni rolę priorytetową: dowożą na trening ( często na 6:00 – 6:30 rano ), później odwożą do szkoły w międzyczasie karmiąc swoje zmęczone pociechy, by po południu ( 1 – 2 lub 3 razy w tygodniu ) znów odwieźć dzieci na basen na przykład na 15:00 czy 16:00, po drodze dać obiad, a w domu wysuszyć kąpielówki, bo dziecko po prostu nie ma gdzie i kiedy tego zrobić. Oczywiście ilość tych treningów zależy od wieku zawodnika, ale z każdym rokiem się zwiększa, tak samo zresztą jak liczba godzin lekcyjnych, z których często trzeba dzieci zwalniać na treningi/ zawody, a później też obozy.. A kto idzie do szkoły załatwić te sprawy z nauczycielem? Rodzic. Kto jest wiecznym kierowcą swojego dziecka? Rodzic. Kto karmi i dba o właściwe odżywianie, a nie zapychanie pustymi kaloriami? Rodzic. Kto pomaga uregulować sprawy szkolne i dba by nauka nie ucierpiała pomimo wielkiego zmęczenia, a nieobecności były usprawiedliwione? Rodzic. Kto wreszcie wozi na okresowe badania lekarskie, zaopatruje dziecko w sprzęt, angażuje się finansowo ( choć to chyba akurat najmniej ważne ), a dodatkowo dba o to, aby syn/ córka nie zapomnieli, że istnieje też normalne życie – przyjaciele, kino, teatr, wspólnie spędzany czas niekoniecznie na basenie, czasami jakieś zajęcia dodatkowe ( na przykład języki )?? Rodzic. Kto w końcu wspiera to dziecko w chwilach zwątpienia, choroby, rannego wstawania, kto jest z nim w chwilach największych sukcesów? Kto rozdaje przysłowiowe rózgi, a czasem marchewki? Kto motywuje pokazując pozytywne efekty? Rodzic. Sam trener nie wystarczy, jeśli rodzic małych kroczków na drodze do większych sukcesów nie przekuje w coś ważnego. Pewnie by można wymienić jeszcze wiele więcej. Nie można bagatelizować ani marginalizować roli rodziców, szczególnie na początku „kariery” pływackiej dzieci. Znam wielu takich rodziców z różnych klubów ( podkreślam, w szkołach połączonych ze szkołą jest rzeczywiście łatwiej ), którzy robili & robią to wszystko, by ich dziecko mogło trenować. Najprawdopodobniej wiele z tych dzieci nie pływałoby już ( bo po prostu nie miałoby jak ), gdyby nie praca i czas włożone przez rodziców w pierwszych latach treningów ( ale też, nie oszukujmy się, w wieku późniejszym ). Nie bez znaczenia jest też obecność rodziców na zawodach, które są może małym procentem basenowego życia, ale jakże ważnym. Ci mali zawodnicy niemal od razu po wyjściu z wody podnoszą głowy i szukają wzrokiem mamy i taty, którzy uśmiechem / gestem/ czasem słowem mogą nawet z porażki zrobić sukces. I naprawdę trener tutaj to nie wszystko. Znam dzieci ( i to nie są odosobnione przypadki ), które w wieku właśnie 7 – 9 lat świetnie rokowały - oczywiście nie wiemy i już się nie dowiemy co stałoby się i na jakich pływaków by wyrosły, gdbyy trenowały dalej - a do tego miały zapał, zachętę od trenera i fajną grupę rówieśniczą w klubie. Niestety, nic z tego! Rodzicom się po prostu nie chciało, jedni nie mieli czasu, inni narzekali na poranne wstawanie, więc dzieci nie trenowały regularnie, albo się spóźniały, rodzice nie uczestniczyli w zawodach ( zawsze komuś te swoje pociechy podrzucali, bo to przecież nie mistrzostwa świata.. ), bagatelizowali różne „przykazania” i rady trenera, no i w końcu tak skutecznie zniechęcili dzieci, że przestały pływać. Zgadzam się z tezą o niezbyt dobrych trenerach, zbyt dużych obciążeniach, atmosferze w grupie, lekceważeniu słabszych itd i wpływie tych elementów na chęć dzieci do pływania, jednak nie do końca uważam, że w takich negatywnych przypadkach rola rodzica jest żadna. Właśnie rodzic może bowiem spowodować pewne zmiany na lepsze, szczególnie jeśli chodzi o kontakty międzyludzkie ( bo w wymiarze treningowym może być rzeczywiście trudniej, jeśli klub jest mały i ma na przykład tylko 1 trenera, ale nie ma rzeczy niemożliwych..), zarówno w stosunkach między dziećmi, jak i z trenerem. Tylko do tego właśnie trzeba być takim trochę bardziej niż średnio zaangażowanym rodzicem, którego rola nie sprowadza się do opłaty miesięcznych składek w klubie. I wcale nie chodzi tu o to, by stać się wszystkowiedzącym rodzicem – trenerem, zaangażowanym bez umiaru i dystansu, wymagającym ponad miarę i realizującym swoje własne cele tyranem. Taka postawa budzi moje jak najgorsze skojarzenia i uważam ją za tak samo, jak nie bardziej, zniechęcającą dla młodego sportowca jak obojętność i brak jakiegokolwiek zaangażowania. I nie chodzi też o czynienie z siebie bohatera czy wprost męczennika, który oczekuje nagrody w postaci złotych medali syna czy córki, co także uważam za złe. Nie można przeliczyć pracy i zaangażowania rodzica ( które nieraz koliduje z ich własnymi sprawami ) ani na pieniądze, ani na ewentualne późniejsze sukcesy, nie można liczyć , że ta praca jakoś się zwróci. Rodzic dostaje za to coś , sądzę, dużo bardziej wartościowego: uśmiech i szczęście swojego małego - a nieco później także dojrzałego – zawodnika po wyjściu z wody, całą masę pozytywnych emocji, poczucie dumy i świadomość, że chociaż w małym stopniu się do tego szczęścia przyłożył pomagając swojemu dziecku na każdym etapie rozwoju jego pływackiej kariery. A jeśli do tego dochodzą jeszcze jakieś większe sukcesy – wspaniale !, tylko nie wolno zapomnieć, że należą one do dzieci, bo to one, a nie rodzice, spędzają całe godziny w wodzie:) Mam nadzieję, że w tym punkcie wszyscy się zgadzają. Tak się składa, że także jeżdżę na zawody i mam okazję obserwować zarówno zawodników jak i rodziców. Naprawdę nie potrzeba wielkich badań, by stwierdzić, że szczególnie młodsze dzieci ( ale też ci starsi zawodnicy ) potrzebują uwagi, wsparcia, akceptacji i zachęty, nieraz pomocy od rodziców. To chyba zupełnie normalne i dziwne wydaje mi się stwierdzenie, że rodzice w zasadzie nie mają wpływu na to, co ich dzieci zrobią w późniejszych latach ze sobą i swoim pływaniem... A tak swoją drogą, to zmianę zasad współzawodnictwa dzieci 10 -13 lat ( szczególnie właśnie 12 i 13 lat ) nie uważam pomysł w 100% trafiony. Ale to także temat na inną dyskusję. |
|
| 24 września 2010 15:52 |
#16
|
|
wh--> rewelacyjny tekst. Niezwykle konstruktywny.
Aby był w bardziej przystępnej do przeczytania formie, oraz żeby nie zniknął tak łatwo, razem z kolejnymi komentarzami, pozwoliłem sobie go opublikować na stronie głównej. Mam nadzieję, że nie masz mi za złe:) |
|
| 27 września 2010 13:26 |
#17
|
oczywiście, że nie, choć mnie to trochę zaskoczyło :) i dziekuję za miły komentarz |








