arena

Przez Szczecin do Londynu

olimpiada.jpg

Cudowne starty Konrada Czerniaka i Radosława Kawęckiego, niespodziewane złoto Mateusza Sawrymowicza, radość uczestniczek sztafety 4x50 metrów stylem zmiennym, rewelacyjną organizację i wspaniałą polską publiczność – to najlepiej zapamiętamy z mistrzostw Starego Kontynentu na krótkiej pływalni, które od czwartku do niedzieli odbywały się w Szczecinie.
 

 

Reprezentanci Polski osiem razy stawali na podium i w klasyfikacji medalowej zajęli bardzo dobre, czwarte miejsce.

Przed rozpoczęciem zawodów prezes Polskiego Związku Pływackiego, Krzysztof Usielski, ostrożnie wypowiadał się na temat medalowych szans naszych zawodników. Trzy krążki były celem minimum, ale na więcej niż pięć nikt w centrali nie liczył. Tymczasem pierwszego dnia rywalizacji dekorowani byli Radosław Kawęcki, Konrad Czerniak i Paweł Korzeniowski. Już wtedy nikt nie miał wątpliwości, że prognozy pana prezesa były bardzo zachowawcze.

Pięć złotych i trzy brązowe medale to świetny dorobek i możemy się cieszyć, że przed własną publicznością Biało-Czerwoni spisali się tak dobrze. Oceniając występy Polaków trzeba jednak wziąć pod uwagę wszystkie okoliczności. I nie chodzi wcale umniejszanie zasług naszych mistrzów, ani o marudzenie czy krytykę, lecz o rzetelną ocenę sytuacji.

Po pierwsze – gospodarze mistrzostw wystawili najliczniejszą, bo aż 43-osobową ekipę. Miejsce w "10" indywidualnych konkurencji zajęło jedenaścioro polskich pływaków, na podium stawało czterech panów i cztery panie ze sztafety.

Po drugie – zawody na krótkim, 25-metrowym obiekcie nie przez wszystkich są traktowane prestiżowo. Wiele federacji nie przysłało do Szczecina najsilniejszych drużyn. Zabrakło między innymi najszybszych Rosjan, Francuzów, Holenderek czy Szwedek. Oczywiście to nie nasze zmartwienie, a medali nikt Polakom nie odbierze. Jednak w Londynie nikogo z wielkich nie zabraknie.

Po trzecie – w perspektywie igrzysk olimpijskich trzeba pamiętać, że pływackie potęgi to przedstawiciele innych kontynentów. I właśnie zawodnicy i zawodniczki ze Stanów Zjednoczonych, Australii, Chin, Japonii, Brazylii czy Republiki Południowej Afryki będą w stolicy Anglii nadawać ton w wielu konkurencjach.

Wróćmy jednak do tego, co wydarzyło się w Szczecinie. A trochę się działo. Zacznijmy od Polaków.

Konrad Czerniak, Radosław Kawęcki i Mateusz Sawrymowicz osiągali w pięknej Floating Arenie rezultaty, pozwalające myśleć o medalach w każdej stawce. Tak szybko jak wyżej wymienieni Polacy nie pływał w tym roku nikt – nie tylko w Europie, ale i na świecie.

Czerniak, który debiutował w mistrzostwach Starego Kontynentu na krótkim basenie, w pięknym stylu wywalczył trzy krążki, dwa z nich – na 50 m kraulem i 100 m motylkiem - z najcenniejszego kruszcu. Talent Puławianina wspaniale rozwija się pod czujnym okiem Bartosza Kizierowskiego. Latem ubiegłego roku pierwszy raz zdołał wedrzeć się na podium seniorskiej imprezy. Brąz mistrzostw Europy w Budapeszcie był jednak dopiero początkiem pasma sukcesów. Po niespełna dwunastu miesiącach Czerniak zdobył srebro czempionatu globu, a teraz dzielił i rządził w Szczecinie, ustanawiając przy tym rewelacyjne rekordy kraju. W Londynie będzie naszą największą nadzieją na podium w konkurencjach pływackich. Warto w tym miejscu przypomnieć, że ostatni olimpijski medal w kategorii mężczyzn wywalczył dla Polski Rafał Szukała. Gdy w 1992 roku sięgał po srebro na 100 metrów stylem motylkowym, Konrad miał zaledwie 3 lata. W Londynie Czerniak stanie przed szansą nawiązania do tego sukcesu.

"Kawa" jak mówią o Radosławie Kawęckim znajomi, udowodnił, że w Europie niewielu grzbiecistów może się z nim równać. O ile złoto na "100" było w pewnym sensie zaskoczeniem, o tyle na dwukrotnie dłuższym dystansie wręcz zmiażdżył rywali. Rewelacyjna praca pod wodą po starcie i nawrotach, świetny rytm i zaciśnięta pięść uniesiona w geście triumfu po zakończeniu rywalizacji – to najlepsza charakterystyka wyścigów z udziałem Polaka. Co prawda w zawodach rangi mistrzowskiej na 50-metrowej pływalni Radek nie stał jeszcze na podium, ale w ścisłej czołówce specjalistów od stylu grzbietowego jest najmłodszy. W Londynie nie będzie bez szans na medal.

Mateusz Sawrymowicz to jedyny złoty medalista ze Szczecina, który sukces świętował nie w wodzie, a na trybunach. Na najdłuższym dystansie pływacy rywalizowali bowiem seriami na czas, a reprezentant Polski startował w porannym wyścigu. Gdy teoretycznie najmocniejsi rywale walczyli w niecce basenu, Mateusz niecierpliwie zerkał na tablicę z wynikami. Najlepszy po południu Duńczyk Mads Glaesner był wolniejszy o zaledwie 0.07 sekundy! Złoto Mateusza ma zupełnie inny wymiar niż sukcesy młodszych kolegów. On ma już sporą kolekcję osiągnięć w najważniejszych imprezach, z tytułem mistrza świata włącznie. W swoim rodzinnym mieście powrócił na szczyt i udowodnił, że w Południowej Kalifornii znalazł idealne miejsce do treningu.

 

Autor: Maciek Bonecki, Źródło: Onet Sport




Dodaj komentarz
Usuń odpowiedź


Komentarze

ok 12 grudnia 2011 22:07 #1 reply
no właśnie.wreszcie jakaś trafna ocena siły polskiego pływania.bez zachłytywania się tylko w oparciu o realia...brakuje tylko kilku słów o korzeniu i otylii.to też potencjał.tylko ON stacza się a ONA próbuje podnieść się.ciekawe komu wyjdzie?
krzysztof 13 grudnia 2011 13:50 #2 reply
czy co innego mowiłem w swoich wypowiedziach?