Najnowsze komentarze
- tr zapoznaj sie z różnicą: Igrzyska olimpijskie a olimpiada a wtenczas zabieraj głos ...
- krzysiek 2012-05-18 22:36:16
- Paweł Rurak się cieszy bo może znów pojeżdzi po świecie jako sparingpartner Otylii, no nie tym razem Sławka Kuczko. ...
- solek 2012-05-18 22:22:21
- Szacunek dla Otylki wielka zawodniczk, ale zgodnie z zasadami nie powinna jechać,a tak ogólnie to tylko Czerniak na olip ...
- tr 2012-05-18 20:50:14
- jpoju ...
- tr 2012-05-18 20:45:39
- nie rozumiem, twojej wypowiedzi. Przecież w sztafecie męskiej masz,chyba najlepszych młodych juniorów w Polsce: Werner, ...
- kostek233 2012-05-17 20:19:45
Niezatapialni: Piotr Albiński
Urodził się w Szczecinie, zatem wydawać by się mogło, że musiał trafić do basenu z wodą. To przecież ośrodek z tradycjami. I właśnie dlatego, paradoksalnie, miał z tym trafieniem do wody problem. Tam nie chodziło bowiem o to, by zapewnić dzieciom gimnastykę korekcyjną na basenie. Tam szukano przyszłych mistrzów, cedzono ich przez sito eliminacji...
- No i pierwszej weryfikacji nie przeszedłem. Byłem chorowity, więc rodzicom zależało jednak na tym moim pływaniu.
Tata się uparł i za drugim razem, a była to druga klasa SP, udało się. Nigdy mi ojciec nie powiedział, jakich środków i argumentów użył, nigdy też o to nie pytałem - zwierza się nam długodystansowiec Piotr Albiński. Swoje olimpijskie pięć minut miał w Barcelonie. A nawet więcej, kwadrans z okładem, bo przecież karierę związał z dystansem 1500 m stylem dowolnym.
- Dobrze pamiętam swój bieg eliminacyjny, trafiłem do silnie obsadzonej serii. Musiałem lecieć z dwoma Niemcami i Amerykaninem. Walczyłem o trzecią pozycję i finał, zająłem czwartą. Musiałem mocno zacząć, aby nadążyć i nie wytrzymałem, 9. miejsce. Miałem jednak świadomość, że nie aspiruję do medali, że jestem na poziomie 6.-10. pozycji - przypomina olimpijczyk. Na doczepkę wystąpił też w sztafecie 4x200 m st. dowolnym, z takimi firmami jak Wojdat, Podkościelny, Cwalina. - To nie był udany występ. 13. miejsce, a za nami tylko republiki bananowe. Popłynąłem w miarę przyzwoicie, ale dla świata to nie było szybko. Cóż, szkoda, że związek nie wysłał do Barcelony Bolesława Szutera i Macieja Soszyńskiego, którzy rok wcześniej wywalczyli finał na MŚ w Perth. Z nimi chłopaki na pewno zrobiłyby finał, tymczasem ja byłem z 1500 m, a Cwalina supersprinterem z 50 m - skromnie i po koleżeńsku zauważa wrocławianin. Od 1988 roku już wrocławianin.
Imprezę życia miał Albiński rok po Barcelonie. Całkiem niedaleko, w Palma de Mallorca, skąd przywiózł brąz MŚ. Nie przegrał tam srebra ani złota, lecz właśnie wygrał brąz. - Bo wyszarpałem go na ostatnich metrach, znalazłem w końcówce nowe pokłady energii, a byłem już czwarty. Wygrał Daniel Kowalski, Australijczyk z naszymi korzeniami, lecz po polsku nie mówił. Sprawdziłem - tłumaczy pływak. Świetnie czuł się też na zawodach PŚ, parokrotnie je wygrywał. Dziś na 1500 m rządzi w kraju, i nie tylko, szczecinianin Mateusz Sawrymowicz. W tamtejszej Floating Arenie zdobył właśnie złoto ME na krótkim basenie, płynąc w serii porannej.
- To się zdarza. W takim sam sposób złoto MŚ na krótkim basenie (Dubaj) zdobył Osama Mellouli - dodaje obecny trener Śląska. To ten sam Mellouli, któremu po MŚ w Melbourne zabrano złoto i wręczono po czasie Przemysławowi Stańczykowi, bo u Tunezyjczyka znaleziono ślady uczestnictwa w imprezie z trawką. Tak bywa w tym niewątpliwie ciężkim, akademickim sporcie. Młodzież studencka, jak to młodzież studencka, lubi niekiedy wprowadzić element baśniowy w codzienną rzeczywistość. A łatwa ona nie jest. Trzeba wstawać szybciej niż rówieśnicy, by liczyć te nawroty i kafelki w podłodze.
- Na pewno trzeba wstawać przed godz. 6, bo przecież około 8. zaczyna się zajęcia. Z fizjologicznego punktu widzenia może lepsze byłyby inne pory, lecz trzeba godzić sport z nauką. Wtedy dzień treningowy kończy się o 19. Na zgrupowaniach jednak można pospać dłużej. Tygodniowo wychodzi np. 12 treningów w wodzie, w przypadku sprinterów mniej, bo istotne są też zajęcia siłowe na lądzie. Tak czy siak, daje to łącznie 30 godzin ciężkiej pracy fizycznej tygodniowo. Można stracić do 5 tys. kalorii dziennie - zlicza Albiński. Dlatego też nie o każdym wielkim talencie usłyszymy. Nie każdy wytrzyma w reżimie. - Na pewno zostają ci, którzy chcą coś osiągnąć. Choć te naturalne talenty staramy się bronić. Czekamy na nie aż dorosną, również emocjonalnie. Szkoleniowcy rozumieją, że warto jest się czasem wstrzymać - dodaje absolwent wrocławskiej AWF.
Historia widzi w Albińskim pierwszego Polaka, który pokonał 1500 m poniżej 15 minut (na basenie 25 m). Sam zainteresowany nie przecenia jednak tego osiągnięcia. - Wcześniej koledzy też schodzili poniżej 15 minut i to grubo, ale na basenach jardowych. Takie są w Stanach Zjednoczonych. Dystans 1650 jardów to 1508 m. Trudno znaleźć tu jednak jakieś rozsądne przeliczenie, współczynnik wartości, zmienia się przecież choćby liczba nawrotów - zaznacza nasz długodystansowiec.
Doświadczenie zbierał w wielu krajach świata, w niemieckim Heidelbergu szkolił dzieci amerykańskich wojskowych z NATO, w samym USA też wskakiwał do wody. Spędził tam pół roku na Auburn University. Czy wrócił zza oceanu inny?
- Mocniejszy nie, mądrzejszy - na pewno tak. Te pół roku amerykańskiej szkoły pływania rzutuje na mnie dość mocno. Dłużej zostać tam nie mogłem. Przepisy pozwalały startować w tamtejszej I lidze do 25. roku życia, a ja właśnie tyle wtedy miałem. Doświadczenie zdobyłem jednak ogromne, kontakty, znajomości. Choćby z Mikem Bottomem, który rozpoczynał wówczas swoją wspaniałą trenerską karierę. Nie zapomniał o mnie i do dziś mogę konsultować z nim każdy problem - zdradza medalista MŚ. Właśnie u Bottoma trenowała przed igrzyskami w Pekinie podopieczna Albińskiego, równie urocza co utalentowana Agata Korc. - Nie trafiła do niego jednak z powodu moich kontaktów, a własnych wyników. Owszem, jakąś eksplozją formy to się nie skończyło, po igrzyskach nawet urwało, bo Agata znów ma, nie wyszczególniając, problemy zdrowotne. Nie pozwalają jej trenować na pełnych obrotach. Znów jest we Wrocławiu i mam nadzieję, że wróci jeszcze do sportu. To 25-latka, a patrząc na Darrę Torres, sukcesy można osiągać w każdym wieku - przywołuje szkoleniowiec przykład niesamowitej Amerykanki.
Otóż Darra Torres to niespełna 45-letni fenomen, szykujący się właśnie do igrzysk w Londynie. Pierwsze olimpijskie złoto dorwała w Los Angeles (sztafeta 4x100 m dowolnym). Liczyła sobie wtedy 17 wiosen. W Seulu dorzuciła srebro i brąz, w Barcelonie złoto (4x100). I przerwała karierę na siedem lat. Wznowiła rok przed igrzyskami w Sydney, gdzie postanowiła zrobić też coś wyłącznie na siebie. Jako 33-letnia kobieta wywalczyła dwa złota w sztafecie, ale też trzy brązowe krążki w pojedynkę - na 50 m dowolnym, 100 m dowolnym i 100 motylkiem. Znów sobie odpoczęła, urodziła córeczkę Tessy, by raz jeszcze wrócić do kadry. Przed Pekinem, który opuszczała jako trzykrotna wicemistrzyni olimpijska (4x100 dowolnym i zmiennym, 50 m dowolnym). Miała wtedy 41 lat. I wciąż piękny kaloryferek na brzuchu.
A propos kaloryferów, grzejników. Albiński - jako chudzinka (186 cm, 70 kg wagi) specjalizujący się na 1500 m - myślał swego czasu o pływaniu długodystansowym. Gdy przebywał we Włoszech - najpierw na Sycylii, później w centralnej części kraju - spróbował tej przyjemności. Szybko się jednak przekonał, że niewiele ma tej tkanki tłuszczowej chroniącej przed zimnem. Że to zabawa nie dla niego. - Konfrontowałem się z czołówką europejską i wyglądało to obiecująco. By jednak móc z tego żyć, trzeba by startować w zdecydowanie zimniejszej wodzie, a tego mój organizm nie wytrzymywał. Poza tym końcówka mojej kariery była walką z kontuzją barku. Oceniłem, że w warunkach poniżej 20 stopni i na dystansach przekraczających 25 km to nie ma sensu - tłumaczy Albiński.
Dziś żyje szkoleniowiec pracą w Śląsku, gdzie zbudowano silny sztab szkoleniowy pod wodzą koordynatora Andrzeja Wernera i kierownika sekcji Wiesława Seidela. Sprinterami opiekują się Adam Rzeczkowski i Kazimierz Bauer, kraulistami natomiast i specjalistami od stylu zmiennego - Leszek Górski (olimpijczyk z Moskwy) oraz Albiński właśnie. Szkoleniowców od dzieci i młodzieży jest zresztą więcej, wszyscy pilnują na co dzień grupę około 200 wyczynowców.
Jest z tej mąki chleb i masa medali zwożona workami. Ostatnio na poznańskich MP seniorów grupa Śląska wyłowiła 19 krążków. - Rośniemy w siłę, ale też nasze potrzeby bardzo rosną. Nie chcemy się zatrzymać. Zdrowa dieta, dobre urządzenia do treningu, kontrola, wreszcie odpowiednie starty na poziomie - to wszystko wiąże się z potrzebą zwiększania budżetu. Zawsze chciałoby się więcej - nie ukrywa Albiński. W Poznaniu z radością patrzył m.in. na złotą sztafetę złożoną z Anny Dowgiert, Mai Zawiszewskiej, Katarzyny Staszkiewicz oraz Weroniki Paluszek. - Indywidualnie też wszystkie zdobywały medale. Poza Mają, która doznała kontuzji ręki, ale pomimo tego startowała w sztafecie, dawała swój wkład. Groziło to naprawdę poważnym urazem, jeździliśmy w nocy po szpitalach, robiliśmy prześwietlenia i było trochę strachu - przybliża kuchnię Albiński. Wyróżnia również Michała Szubę, który na 400 m st. dowolnym pokonał samego Sawrymowicza, a na 800 i 1500 m dwukrotnie dopływał do ostatniej ściany za nim, ze srebrem. Maciej Kuświk natomiast bił rekordy kraju 16-latków.
Pluskają się też już córki trenera - Maja (11 lat) i Ola (9). - Jako tatuś nie przerzucam na dziewczyny swoich olimpijskich ambicji. Ale stopę mają długą, może coś z tego będzie. Wzrost, zasięg ramion - to też się u nas liczy. Ale i geny walki. Są również mistrzowie niewysocy, ale fantastyczni poprzez swoją waleczność i pracowitość. Tego się nie zastąpi - kończy coach. To cenne wskazówki dla tych niższych, stojących np. na rozdrożu.
Piotr Albiński
Urodził się 7.10.1969 roku w Szczecinie. Reprezentował Stal Stocznię (1978-88) oraz Śląsk Wr. (1988-1997), w którym jest obecnie trenerem.
Olimpijczyk z Barcelony, gdzie na 1500 m stylem dowolnym uzyskał 15.23,01 (9. czas eliminacji, wygrał Australijczyk K.J. Perkins - 14.43,48). Wystąpił również tam w sztafecie 4x200 m st. dowolnym z Mariuszem Podkościelnym, Arturem Wojdatem oraz Krzysztofem Cwaliną (7.29, 59 - 13. wynik eliminacji, zwyciężyła Wspólnota Niepodlełych Państw - 7.11,95). Brązowy medalista MŚ 1993 w Palma de Mallorca (1500 m stylem dowolnym), 6. miejsce na ME Wiedeń 1995 (basen 50-metrowy). 12-krotny mistrz Polski: 200 m dow. (1994); 400 m dow. (1993, 1995, 1997); 1500 m dow. (1988, 1989, 1992-1997). Żona Małgorzata też pływała i grała w siatkówkę, córki Maja (11 lat) i Aleksandra (9) już się pluskają. A stopę (płetwę) mają długą...
Źródło: Gazeta Wrocławska
| Inne Newsy | |
|
Z Mateuszem Matczakiem coraz lepiej Srebro Adama Mani. Cieślak treningowo |
Komentarze
| 26 grudnia 2011 21:39 |
#1
|
|
mój trener! :)
|
|
| 26 grudnia 2011 22:02 |
#2
|
|
Najlepszy trener jakiego kiedykolwiek miałem !
|
|
| 27 grudnia 2011 20:52 |
#3
|
|
Nie jestem z branży, ale widziałem Pana Albińskiego podczas zawodów w Ostrowcu i podobało mi się jego pełne zaangażowanie. Było widać taką ludzką troskę o zawodników. Bardzo mnie to ujęło.
|
|
| 28 grudnia 2011 17:21 |
#4
|
|
Widzę, że reklama Pana Albińskiego.Fajnie, że mają tam dobre warunki bo jest wielu dobrych trenerów którzy muszą pracować w trudnych warunkach na szkolnych basenach lub miejskich z udostępnionym jednym torem lub dwoma.O takich trenerach się nie pisze.Odrazu napisze, że tak zazdroszcze takich warunków.Pana Albińskiego uważam również za dobrego trenera i czekam na jakiś spektakularny sukces.
|
|
| 28 grudnia 2011 18:43 |
#5
|
|
Moim zdaniem tu akurat jest na odwrot. Piotr Albinski jest tak fantastycznym trenerem, ze po wielu latach pracy w niekoniecznie dobrych warunkach i niekoniecznie z plywakami swiatowej klasy w koncu znalazl sie w miejscu dla niego najodpowiedniejszym. Walory Piotra Albinskiego sa zreszta niezalezne od warunkow. W lepszych warunkach moze jest nieco latwiej o wyczyn, ale nie w tym rzecz. Piotr Albinski, jak malo ktory trener, potrafi budowac zdrowe, uczciwe i profesjonalne stosunki ze swoimi zawodnikami.
|
|
| 29 grudnia 2011 00:49 |
#6
|
|
Po pierwsze: sukces WKS to fakt Piotr, który wydaje się grać I skrzypce. Ale to wydaje się. Bez Leszka, Kazika,Adama - kolejność przypadkowa - nie było by tego. Wszyscy tworzą wspaniały Team i w czerwcu kto będzie najlepszy? Wrocławski SMS!!!
Po drugie: wszystko rodzi się w bólach. Nie możemy zapomnieć o wkładzie w ten sukces tych , którzy zasilają SMS - Danki Pasikowskiej czy Rysia Czerniawskiego (Kuświk jego wychowankiem). Po trzecie: Boję się że wszystko się rozleci jak zaczną wypinać piersi po odznaczenia.... Panowie pierd... ti. ZOSTAŃCIE SOBĄ. To co zrobiliście w Poznaniu - wynik i obecność dyrekcji SMSu to Mistrzostwo Świata. Jesteście NAJLEPSI! z przyjemnością się Was ogląda i Wam kibicuje. |
|
| 30 grudnia 2011 11:07 |
#7
|
|
Chętnie poznał bym realną godność autora postu powyżej! :)
|
|
| 10 marca 2012 09:01 |
#8
|
|
Czy to prawda ze Pan Albinski na zawodach w Berlinie zamiast zgloszonego wcześniej Sokulskiego (na którego miał finansowanie) wziął udział inny zawodnik i startował jako Sokulski? A na 50 dow zamiast Staszkiewicz wystartowała inna zawodniczka (zepsuła statystyki Staszkiewicz)? Jeśli tak to jest to skandal i taki trener nie powinien wykonywać tego zawodu. Niemcy nie zauważyli ale było tez dużo Polaków o czym Pan trener Albinski zapomniał.
|








