Najnowsze komentarze
- tr zapoznaj sie z różnicą: Igrzyska olimpijskie a olimpiada a wtenczas zabieraj głos ...
- krzysiek 2012-05-18 22:36:16
- Paweł Rurak się cieszy bo może znów pojeżdzi po świecie jako sparingpartner Otylii, no nie tym razem Sławka Kuczko. ...
- solek 2012-05-18 22:22:21
- Szacunek dla Otylki wielka zawodniczk, ale zgodnie z zasadami nie powinna jechać,a tak ogólnie to tylko Czerniak na olip ...
- tr 2012-05-18 20:50:14
- jpoju ...
- tr 2012-05-18 20:45:39
- nie rozumiem, twojej wypowiedzi. Przecież w sztafecie męskiej masz,chyba najlepszych młodych juniorów w Polsce: Werner, ...
- kostek233 2012-05-17 20:19:45
Nasz człowiek w Budapeszcie. Epizod 7. Ostatni
Mistrzostwa się zakończyły a wraz z nimi wspaniała przygoda, jaką było kilkudniowe uczestnictwo w tej imprezie…
To już ostatni felieton Arka Dobrzyńskiego z Budapesztu...
Przebywanie na niecce basenu w trakcie rozgrzewki, czy też podczas startów, dekoracji...oglądanie zmagań najlepszych bezpośrednio, a nie na ekranie TV. Możliwość podpatrzenia, jak to robią najlepsi oraz jak nasza reprezentacja na tym tle się prezentuje - bezpośrednio na miejscu.
Zmiana strojów z Hi-tec na tekstylne z ograniczeniem ich długości przyniosła moim zdaniem pozytywne aspekty w pływaniu. Tak jak Bartek Kizierowski w rozmowie ze mną stwierdził, że wróciliśmy do normalnego pływania, gdzie pływalność, technika odgrywają rolę, a nie tylko siła fizyczna i przygotowanie wydolnościowe.
Kostiumy hi-tec spowodowały przyrost rekordów, ale też zmieniły samo pływanie. Na mistrzostwa w Rzymie, mimo iż w TV - nie mogłem rok temu patrzeć. Nie mogłem zaakceptować faktu, że Biedermann będąc de facto gorszym pływakiem - zdemolował na 200 dowolnym samego Phelpsa, dzięki kostiumowi. Jaki jest faktyczny poziom Biedermanna - widać było w Budapeszcie - ponad 3 sekundy gorzej i nawroty, w których wypływał na 7 a nie 10 czy 11 metrze. Fakt - jest niesamowicie silny i wytrzymały, ale talentem ustępuje wielu najwybitniejszym pływakom i to widać było jak na dłoni. Młody Yannick Agnel od razu pierwszego dnia pokazał niesamowity pokaz - wyższości pływania technicznego nad niemiecką maszynerią...tłumaczenie Biedermanna, że musiał sobie radzić z presją brzmiało nieco groteskowo...i szczerze mówiąc - naprawdę nie jest mi żal go, bo medale i rekordy świata na 200 i 400 kraulem dostał w prezencie razem z gumowym strojem, a nie poprzez swoją ciężką pracę i talent.
Czemu się czepiam Biedermanna? Bo to on jest właśnie jest takich namacalnym dowodem na to, że z dobrego ale nie wybitnego pływaka stał się rekordzistą świata, pogromcą Phelpsa...teraz się okazało jak jest naprawdę...
Generalnie zmiana strojów nie wpłynęła na układ sił w czołówce - ci, którzy byli na szczycie w większości na nim zostali. Francuscy sprinterzy - szczególnie Bousquets pływali naprawdę szybko. Wynik 21,38 z półfinału to totalna demolka wyniku Alexa Popova, który pomimo rezultatów z 2008 i 2009 roku moim zdaniem był do tej pory nieformalnym rekordem świata.
Objawieniem i największą gwiazdą był oczywiście Camille Lacourt, który przeniósł pływanie grzbietem w inny wymiar - start na 50 metrów, był po prostu najlepszym wyścigiem tych Mistrzostw i nie z powodu dramaturgii - bo tej nie było - ale z powodu tak ogromnej różnicy klas między zwycięzcą a drugim Liamem Tancockiem. Na tym poziomie się to raczej nie zdarza.
Niesamowicie przygotowani byli Węgrzy - bogactwo ich talentów jest ogromne, a kraj mniejszy od naszego kilka razy...
No właśnie - nasi. Paweł Korzeniowski, Konrad Czerniak, Ala Tchórz i Radek Kawęcki. Tylko te nazwiska moim zdaniem dało się zapamiętać z tych ME. Oczywiście jeszcze fantastycznie walczył Marcin Tarczyński oraz Kasia Wilk i o nich nie wolno zapominać. Natomiast reszta… Prezes Usielski podczas naszej rozmowy powiedział, że zabraliśmy wszystkich najlepszych. O poszczególnych startach - lepszych lub gorszych pisałem wcześniej. PZP zadbał o to, aby pływacy mieszkali w bardzo dobrym hotelu, odnowa biologiczna oraz zaplecze - z tego, co widziałem również było dobrze przygotowane. Niestety zabrakło wyników...
Ja nie czuję się kompetentny, aby wnikać co było przyczyną.
Po prostu jako kibicowi - brakowało mi takiej ławy zawodników, która przechodziłaby do półfinałów, a potem do finałów.
Niesamowicie miłym było uczucie, gdy na 100 delfinem w finale było dwóch naszych. Konrad, który spokojnie prowadzony przez Bartka Kizierowskiego ma olbrzymią szansę na medal na Londynie i wtedy moim zdaniem - nie tylko na 100 delfinem oraz Paweł Korzeniowski, który na 100 delfinem popłynął najlepsze wyniki w życiu nie tracąc przy tym swej dominacji na 200 metrów.
Na 100 delfinem popłynął szybciej, niż gdy startował w stroju poliuretanowym!!! a więc można...
Szkoda, że Radek Kawęcki nie zdobył medalu, ale mam nadzieję że przed nim jeszcze sporo miłych chwil. Mówiąc wprost - mam nadzieję, że nie wystrzelał się już ze swojego potencjału, tylko wyniki które robił i robi są naturalną konsekwencją jego rozwoju i że dalej będzie znowu lepiej.
Same ME z punktu widzenia sympatyka pływania, mającego wstęp "za kulisy" - to sama gratka.
Na każdym kroku spotkanie z gwiazdami - aktualnymi lub byłymi, tak że w pewnym momencie zacząłem do tego podchodzić na zasadzie normalności. Lacourt siedzący obok mnie podczas eliminacji na 100 kraulem? Spoko. Bernard siedzący rządek dalej? Luzik. Pellegrini rozgrzewająca się 3 ławki wyżej na basenie rozgrzewkowym? Fajnie.
Obserwowanie tych wszystkich tuzów, jak się rozciągają, jak robią rozgrzewkę w wodzie. Jaką lekkością ruchów dysponują. Z bliska niesamowicie to wszystko wygląda. Brakowało mi jednak jeszcze obecności Popova i wtedy już byłbym kontent :)
Do samej wyspy, na której rozgrywane były mistrzostwa Europy, najlepiej dojść od strony Mostu Małgorzaty, który był w bardzo dużym remoncie, przez co rzeczywiście tworzyły się korki dla przechodniów, ale rekompensowała to przyjemność poszwędania się w przerwach między sesjami nad Dunajem, koło Parlamentu czy Pałacu.
Można oczywiście podjechać tam tramwajem, czy metrem - tygodniowy bilet na komunikację nie jest jakąś oszałamiającą kwotą - bodajże 4600 forintów. Kwota ta to w przeliczeniu jakieś 2 butelki doskonałego węgierskiego wina. Uwalnia jednak od myślenia o tym, aby codziennie kupić bilet przed wejściem do metra czy nagle przypomnieć sobie w trakcie jazdy, że nie ma się biletu i narazić na nieprzyjemności związane z jazdą "na gapę", a co za tym idzie - niestety z wystawianiem świadectwa nam jako Polakom za granicą...
Mimo, iż miałem samochód na miejscu to jednak wolałem zrobić sobie 2,5 km spacerek od hotelu do metra, potem po mieście poszwędać się na spokojnie, gdyż klimatycznie jest to naprawdę warte odwiedzenia miasto, a kawa nad brzegiem Dunaju - bezcenne :)
| Inne Newsy | |
|
Srebro Adama Mani. Cieślak treningowo Gdzie są nasi, czyli dwa łyki statystyki 1 |
Komentarze
| 16 sierpnia 2010 15:55 |
#1
|
|
Super sprawa, zazdroszczę Ci pobytu w Budapeszcie. Dzięki za interesujące felietony.
|
|
| 16 sierpnia 2010 18:48 |
#2
|
|
wspaniała robota Arku! Tym bardziej, że to przecież Twój debiut w nowej roli. Mam nadzieję, że w przyszłości będziemy mogli czytać właśnie Twoje relacje:)
|
|
| 16 sierpnia 2010 20:28 |
#3
|
|
be nadecia, rzeczowo i uczciwie.BRAVO.dziennikarz powinien opisywac fakty (a Ty o robiles) a nie kreowac poglady. byles(jestes)najlepszy w tym portalu.powodzenia i do nastepnego razu.
|
|
| 17 sierpnia 2010 11:16 |
#4
|
|
Cześć, bardzo się cieszę że moje felietony były interesujące i chyba się podobał :) Dzięki za wszystkie słowa poparcia - no a z Pawłem przygotowujemy się do kolejnych imprez, które będziemy opisywać...
|








